Nie ma wyboru, polityka każe nam wrócić do empatii

Nie ma wyboru, polityka każe nam wrócić do empatii

Nie dość, że mamy dwie Polski, to mówią dwoma innymi językami. Każda chce byś słuchana, żadna nie chce słuchać. Politycy zmienią się jak zmienimy się my

Jesteśmy po kolejnych wyborach, z których wynika głównie to, że pęknięcie Polski na pół jest coraz dokładniejsze. To 422 tysiące wyborców to nawet nie jest ludność Gdańska, szóstego w kolejności w kwestii liczby mieszkających. Wysoka – a jesteśmy w środku wakacji – frekwencja pokazuje mobilizację obywateli. Wielu z nas wykazywało nawet objawy przemotywowania, niczym ci piłkarze nakręceni przez trenerów tak, że ledwo wejdą na boisko, a już faulują tak, że z niego wylatują. W najlepszym wypadku „robią mnóstwo wiatru” i „gryzą trawę”, zaś kryjąca się za tymi komentatorskimi określeniami nadaktywność i zaciekłość powoduje, że nie są w stanie dobrze podać, celnie dośrodkować.

Jeszcze chwilę potrzymam się tej piłkarskiej metafory. Również dlatego, że piłkarze obydwu drużyn przez 90 minut walczą, a potem grają dla dobra reprezentacji narodowej (szyderca dorzuciłby, że często nie tej polskiej, ale zostawmy tę narrację). I że tu da się przegrać coś więcej niż puchar czy mistrzostwo – na przykład przyszłość naszych dzieci. Pozostaje wniosek najważniejszy – tu naprawdę nie trzeba ganiać za sobą, przepychać się, kopać. To my przyjęliśmy taki obraz tego spotkania. Więc co tu się dziwić, że politycy nie idą na wybory, idą na wojnę o święte barwy klubowe. Można się dziwić raczej tym, że wydaje nam się, że jesteśmy w meczu zawodnikami. Niestety prędzej piłką.

No ale przecież rozmawiamy. Teoretycznie. Te rozmowy, które obserwuję w internecie czy podsłuchuje na mieście nie mają z dyskusją nic wspólnego. W mediach społecznościowych to już tylko monologi, bo każdy ma przygotowaną listę afer tej drugiej strony, na podorędziu cytaty z autorytetów, z którymi się zgadzamy. Od razu gotów jest zdyskredytować media, z których oponent (to powinien być partner!) czerpie. O, naprawdę „Gazeta Wyborcza”? Serio „Do rzeczy”? Bezwiednie – lub co gorsza z premedytacją – powołujemy się na informacje wielokrotnie prostowane, sięgamy po strzępki tego co zasłyszane lub zobaczone kątem oka, by operować tym bez kontekstu, manipulować. Ludzie pozbawieni pracy, zdrowia, bezpieczeństwa, przeszłości i przyszłości służą nam przeciąganiu liny po nic, pozbawionym rozstrzygnięcia sporom o to, która frakcja bardziej winna. Przykład idzie z góry, dwóch kandydatów ubiegających się o najważniejszy urząd w kraju nie było w stanie spotkać się na debacie. Każdy miał swoje argumenty. Ale to my jesteśmy jak oni, czy oni są z nas, stanowią nasze awatary?

Mam znajomych, którzy są rozbawieni tym (a może nawet trochę dumni z tego), że w swojej internetowej bańce nie mają osób głosujących na PiS. A to przecież więcej niż co czwarta w kraju. Na co to jest dowód? Na to, że już nawet dobierając koleżanki i kolegów szukamy poparcia tego, co myślimy, nie zaś inspiracji do patrzenia inaczej, sięgnięcia trochę głębiej, od podszewki? Jednak naciągane. Więc może to, że jesteśmy na tyle nieznośni dla myślących inaczej, że boją się ze swoimi poglądami wyświetlać? Ktoś przyznaje się takiemu człowiekowi do głosowania na PiS i nad głową materializuje mu się od razu neon „stary, wykształcenie podstawowe, ze wsi”, bo dla własnego komfortu ten elektorat tylko tak jest postrzegany przez adwersarzy.

Postrzeganie inaczej myślących jako ludzi drugiej kategorii pozwala osłodzić porażkę, gdzieś zaciera się w pamięci, że hola, jednak tyle i tyle procent od ciebie z dzielnicy też tak głosowało. Prosto zresztą rozbroić tę minę pytaniami. Na przykład ile warte jest wyższe wykształcenie niezliczonych uczelni desperacko nabierających kandydatów tak, jak trafiony okręt nabiera wodę? Albo: Jak to jest, że ci starszy byli w stanie wychować młodych myślących tak bardzo inaczej jak oni? I w końcu – po co ci te studia, ten kapitał kulturowy, te pieniądze, które pozwalają ci się prędzej nauczyć dla zabawy egzotycznego języka, niż mówić tak, żeby to drugie pół kraju mogło cię zrozumieć, frustracie? Jesteś wściekły na innych za to, że nie myślą jak ty, że nie podporządkowali się twoim racjom i nie poparli twojego kandydata? W środku jesteś wściekły na siebie, na swoją bezsilność. Chcesz, żeby słuchali cię inni, zupełnie nie będąc ciekawym co mają ci do powiedzenia. Ty byś słuchał?

Czas na coś konstruktywnego. Środkiem zaradczym wydaje się wychodzenie ze strefy komfortu. Można powtarzać za Taco Hemingwayem ironiczne, dwujęzyczne „A little węgiel never killed nobody” i nawet jeśli nasza anachroniczna polityka energetyczna wymaga rewizji, to może warto coś przeczytać, coś obejrzeć, a potem ruszyć się na ten Śląsk, dostrzec dramat tych, dla których ten węgiel był religią, kopalnia domem, górnictwo stylem życia, założyć na chwilę cudze buty? Można powtarzać za Sokołem „to nie jest wieś, gdzie dzieci głaszczą krówki / tu dzieci czują syf już od podstawówki”, ale z dystansem, zachowując świadomość, że na wsi to miejskie życie jest stereotypizowane analogicznie, przyjmując postać kolorowych telewizyjnych mydlanych oper. Dlatego warto wybrać się na wieś (cytowany Sokół przyznał się, że jej w ogóle nie znał), żeby z jednej strony zobaczyć, że tam też jest internet, bieżąca woda i świetni, myślący ludzie, a z drugiej marazm i nuda pośród której proboszcz nie jest złem wcielonym z filmów Sekielskich, a psychologiem i animatorem kultury. I na przykład zaprosić kuzynów z prowincji, niech poczują wieczną gonitwę ciągle dyspozycyjnych, oddychanie smogiem, doświadczą kosmicznych cen, odczują, że nie mieć pieniędzy w mieście, to jak być głodnym w środku restauracji. Ważne jest to, żeby samemu zobaczyć, samemu usłyszeć, nie korzystać z usłużnie podsuwanych klisz.

To jest tekst, który piszę również do siebie. Tak, ja też schodzę na poziom dyskusji, w której odpalam facebookowy profil dyskutanta i szydzę z tego, kto usiłuje mnie pouczać. Przestaję obserwować kolegę z klasy, bo nie interesuje mnie co myśli, zastanawiam się jak mogłem mieć z tym idiotą tyle fajnych wspomnień. Tak, uważam, że jak ktoś nie wie co to, trójpodział władzy, to nie powinien głosować (a przynajmniej mieć głosu wartego tyle samo, co mój). Miewam wiarę za uśmierzający ból narkotyk dla słabych. Moje próby cierpliwego tłumaczenia świata to mówienie jak do średnio rozgarniętego dziecka i choć cynizm podpowiada, że druga strona nie może tego poczuć, jeśli wywód ma być skuteczny, to ja właśnie chcę, żeby poczuła. Niech ktoś też będzie zirytowany. Po tych wyborach kiełkuje mi myśl, żeby bardziej trzymać się w ryzach, gromadzić więcej do oceny, przy tym mniej oceniać. To może być z pobudek idealistycznych – bo chcę być lepszym człowiekiem. Albo z właśnie cynicznych – to, co robiłem, nie działało, nie wpływało na to, że jest w Polsce jak ja chcę. Cel uświęca środki? Może środki pouświęcają trochę cel.

Marcin Flint

Polecane przez nas

https://ukorzeni.pl/swiadomosc/po-pierwsze-dzialaj-po-drugie-kombinuj-troche-o-hip-hopie/

Nasza grupa społecznościowa

https://www.facebook.com/groups/549146312603349/


Podobne artykuły

Świadomość

14.07.20
Stwórz sobie życie, czyli między magią i technologią

Roboty, cyborgi, sztuczna inteligencja… Wszystko to nie jest wynalazkiem XX wieku. Te żyjące i myślące twory pojawiały się już w wyobraźni starożytnych Samo słowo „robot” w starożytności oczywiście jeszcze nie…

Świadomość

14.07.20
Okultyzm i magia w XIX wieku, czyli sto lat bez boga

W XIX stuleciu chrześcijaństwo przeżywało kryzys. W Europie rozwinął się okultyzm, powszechnie zaczęto wyznawać religie wschodu, do łask powróciły wierzenia pogańskie, modna stała się magia Kościół był w XIX wieku…

Świadomość

25.06.20
Fourier: Falanstery, czyli szalona wizja świata szczęśliwego

Charles Fourier żył na przełomie XVIII i XIX wieku, ale jego umysł należał już do końca wieku XX. Stworzył pojęcie feminizmu, optował za pełnym równouprawnieniem wszystkich ludzi. Stworzył też projekt…

Świadomość

24.06.20
Po pierwsze działaj, po drugie – kombinuj. Trochę o hip-hopie

Muzyka, kultura, styl życia i świadomość – tym wszystkim jest hip-hop. To wiele szans, mnóstwo dróg, ogrom pracy. I gra na swoich warunkach Pierwsze skojarzenia z latami 90. w Polsce?…