Manicheizm, czyli ludzie o dwóch duszach

Manicheizm, czyli ludzie o dwóch duszach

Przez półtora tysiąca lat, synkretyczna religia Maniego była dla chrześcijan symbolem wszelkich herezji

Mani miał dwanaście lat, kiedy doznał pierwszego objawienia, ale był za mały, by je zrozumieć. Dwanaście lat później miał jednak już dwadzieścia cztery i kolejne objawienie spowodowało, że w jego głowie powstał niemal konkretny już system religijny. Pochodził z Persji, wszędzie dookoła niego wyznawano zaratustrianizm – starą, dualistyczną religię z ogniem w roli głównej, która bardzo silnie wpłynęła na judaizm, chrześcijaństwo i islam. Kiedy Mani przychodził na świat, w 216 roku islamu jeszcze nie było, za to bardzo wiele mówiło się o młodym wówczas chrześcijaństwie, a postawy prześladowanych chrześcijan wzbudzały wówczas zdziwienie i powszechnie uznawano ich za szaleńców, którzy dobrowolnie idą na śmierć, ale na pewno też patrzono na nich z pewnym podziwem. Ponieważ obie religie miały wiele wspólnych punktów: sąd ostateczny, pojęcie grzechu, mesjanizm – Mani wpadł na pomysł zlepienia ich w jedno, a jakby tego było mało, dodania do nich szczypty wątków buddyzmu.

Brzmi to karkołomnie, ale tak naprawdę Maniemu udało się stworzyć system, który przez blisko półtora tysiąca lat będzie stanowił poważną konkurencję dla chrześcijaństwa – które w średniowieczu ogłosi nawet przeciwko niemu krucjaty – a w pewnym stopniu będzie obecny do dziś w nieortodoksyjnych sektach i ruchach religijnych. Manicheizm – bo tak nazwano tę doktrynę – rozprzestrzeni się zarówno na wschód, do rozległych połaci Azji, jak też na całą północną Afrykę i Europę po Wyspy Brytyjskie.

Piąty element

Dziś może wydawać się to zaskakujące, że Mani, mimo znacznych odstępstw od chrześcijańskiego kanonu, uparcie nazywał się „apostołem Jezusa Chrystusa”. W tamtym jednak czasie nie było w tym nic dziwnego. Głównie dlatego, że żaden kanon jeszcze nie istniał. Ostateczny układ Biblii został ustalony bardzo późno, bo w XVI wieku, w epoce Renesansu, kiedy swoje dzieła tworzył już Leonardo da Vinci, swoje triumfy święcił Szekspir, a co mądrzejsze głowy przyjęły do wiadomości odkrycie Kopernika i zdawały sobie sprawę, że to jednak Ziemia krąży wokół Słońca, a nie odwrotnie. W czasach Maniego to, w co wierzyła dana grupa chrześcijan, zależało wyłącznie od wiedzy, wyobraźni i charyzmy lokalnego przywódcy. A że pochodzili oni z różnych stron, wyrastali w różnych kulturach, nic dziwnego, że pojęcia się mieszały, lokalne legendy przenikały chrześcijańską narrację, a Bóg wzbogacał się o atrybuty lokalnych bóstw.

I nikogo to nie zaskakiwało, bo epoka chrześcijańska nastąpiła bezpośrednio po hellenistycznej, której cechą najbardziej charakterystyczną było właśnie zlepianie z lokalnych wierzeń, wielkich, synkretycznych systemów religijnych. Chrześcijaństwo powstało nie z niczego, lecz w wyniku procesu, który w 216 roku był jeszcze bardzo daleki od zakończenia. Dość może wspomnieć, że wyznawcą manicheizmu był pierwotnie tak ważny dla chrześcijaństwa, św. Augustyn, żyjący półtora stulecia po Manim.

Doktryna Maniego

Doktryna Maniego jest tyleż skomplikowana, co niezwykle plastyczna. A od chrześcijaństwa różni ją przede wszystkim to, że nie zadaje pytania, jak walczyć ze złem, ale skąd to zło się wzięło? Pierwotnie, jeszcze przed stworzeniem wszechświata, istniały niezależnie od siebie królestwa Światła i Ciemności. „Zło zaczęło się wtedy, kiedy mieszkańcy Ciemności, powodowani ciekawością, bądź jakąś inną żądzą, której nie potrafili poskromić, zaczęli wdzierać się do królestwa Światłości. Kraina ta nie posiadała naturalnej obrony, zatem Pan Wielkości powołał do istnienia Matkę Wszechrzeczy, ona zaś – by odeprzeć atak – Praczłowieka” – pisał Steven Runciman. I w tym miejscu rozwija się historia znana z popularnego, hollywoodzkiego filmu „Piąty element” z Millą Jovovic, Brucem Willisem i Garym Oldmanem w rolach głównych. Otóż dobry Bóg wyposażył człowieka w Pięć Jaśniejących Elementów (żywiołów): Światło, Wiatr, Ogień, Wodę, oraz piąty, którym w filmie jest Miłość, w manichejskiej tradycji zaś określany różnie: Eterem, Materią lub Powiewem.

Inaczej jednak niż w filmie, u Maniego zło zatriumfowało i wchłonęło Pięć Elemntów. Niewiele pomogło powołanie kolejnych Elementów: Przyjaciela Światłości, Żywego Ducha i Wielkiego Architekta. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się zła, trzeba było odszukać pierwszych pięć elementów i w tym właśnie celu stworzony został wszechświat. Odpowiedź na bazowe pytanie jest więc pesymistyczna – zło jest wieczne, a świat jest nieustannym polem walki dobra ze złem. Człowiek również. Posiada bowiem dwie dusze – dobrą i złą, a zbawienie może osiągnąć wznosząc się na kolejne szczeble wtajemniczenia. Z tym zaś wiążą się: inicjacja, posty, asceza i tak jak tylko to możliwe, wyrzeczenie się wszelkiej materii.

Zbawienie dla wybranych

Mitologia manichejczyków rozwijała się dalej w niezwykle wręcz pokręcony sposób. Jezus np. pojawia się w niej dość późno, jako jeden z kilku zwiastunów bożych. W tamtych czasach dualistyczna – zakładająca równowagę dobra i zła – doktryna Maniego nie była jedyną. Od innych „herezji” odróżniało ją to, że miała charakter otwarty. Nie stanowiła zamkniętej sekty, tajnego stowarzyszenia, lecz kościół do którego zapraszano wszystkich ludzi. Mani i jego wtajemniczeni wyznawcy wędrowali i nauczali, osiągając wkrótce niezwykłe wręcz sukcesy.

„Może się wydawać zaskakujące, że religia z tak dziwaczną teologią, o wiele bardziej dbająca o Światło niż o ludzi, zyskała sobie tak wielką popularność. Wielka jednak liczba gnostyckich legend dowodzi, iż musiało być wielu, którzy wierzyli w każdy, nawet najbardziej fantastyczny szczegół opowieści składających się na kosmogonię manichejską. W zdeprawowanym świecie Cesarstwa Rzymskiego wydawało się kpiną z moralności, by zbawienia mógł dostąpić każdy. Niech zbawieni zostaną jedynie dobrzy, co zaś do reszty – czeka ich potępienie. Manicheizm spotkał się z szerokim i życzliwym przyjęciem” – dodawał Runciman. I przerażał chrześcijan do tego stopnia, że samo słowo „manichejski” stawało się w ich pismach synonim odstępstwa od prawdziwej wiary.

Pierwszym ciosem dla doktryn Maniego stały się najazdy barbarzyńskich plemion germańskich na Rzym – ich członkowie nie byli tak subtelni, by wdawać się w rozważania o naturze zła, a poza tym mieli własną, przebogatą mitologię, którą musieli jakoś pożenić z chrześcijaństwem. Mimo to manicheizm przetrwał i objawiał się w działalności takich ruchów religijnych, jak Bogomili czy Waldensi. Wówczas jednak kościół katolicki zwalczał je mniej z powodów doktrynalnych, a bardzie praktycznych – ich ascetyczne życie, namawianie do ubóstwa stało w ostrej sprzeczności z przepychem życia biskupów i papieży. Tego jednak sam Mani nie dożył. Zginął w 276 roku w Gundeszapur w południowo-zachodniej Persji. Miał wówczas lat sześćdziesiąt.

Wojciech Lada

Polecane

https://ukorzeni.pl/swiadomosc/wladcy-czasu-czyli-alchemia-niesmiertelnosci/

Nasza grupa społecznościowa

https://www.facebook.com/groups/549146312603349/


Podobne artykuły

Świadomość

17.11.20
Zrób sobie wroga, czyli nadwiślański patriotyzm

Ktoś kto postanowił zostać narodowcem, ma twardy orzech do zgryzienia. Jak dotąd nikt bowiem jednoznacznie nie zdefiniował, czym właściwie jest naród. Zgoda panuje co do jednego. Naród jest pewną grupą…

Świadomość

17.11.20
Czy chcecie dać swojemu dziecku ten kraj?

Spolaryzowana i sterroryzowana wszystkim tym, co wydobywa się z ust polityków, Polska wydaje się niedobrym miejscem do życia. Zwłaszcza dla młodych, których wtłacza się bez mrugnięcia okiem w kaftan niebezpieczeństwa,…

Świadomość

02.10.20
Fourier: Falanstery, czyli szalona wizja świata szczęśliwego

Charles Fourier żył na przełomie XVIII i XIX wieku, ale jego umysł należał już do końca wieku XX. Stworzył pojęcie feminizmu, optował za pełnym równouprawnieniem wszystkich ludzi. Stworzył też projekt…

Świadomość

02.10.20
Sztuka wojny SUN TZU. Zasady i podłoże psychologiczne

– Love Is A Battlefield – śpiewała w latach 80. Pat Benatar. Piosenka ta stała się, obok wielkich przebojów Madonny „Like A Virgin” i „Material Girl”, hymnem młodych wyzwolonych kobiet…