Czy koronawirus przyniesie nam świat znany z Orwella?

Czy koronawirus przyniesie nam świat znany z Orwella?

Nie będzie żadnym zaskoczeniem stwierdzenie, że znajdujemy się w tym momencie w sytuacji szczególnej. Powód zasadniczo jest jeden, ale jest wieloaspektowy

W każdym razie zasadniczość jego przejawia się w tym, że – o ile jest to możliwe – nie powinniśmy wychodzić z domu albo, ujmując rzecz od drugiej strony, w domu powinniśmy przebywać. Tego typu zalecenia ze strony władzy zazwyczaj pojawiają się w sytuacji, w której zachodzi uzasadniona obawa o życie obywateli. Na przykład w czasie wojny. I pandemia to też jest wojna, tylko że wroga nie widać i wroga można jedynie przeczekać. Czy koronawirus przyniesie nam świat znany z “Roku 1984” Orwella?

Wojna to Pokój

W obawie przed rozprzestrzenianiem się choroby zarażeni są poddawani kwarantannie. Tym samym zwiększa się ingerencja służb porządkowych w ich życie prywatne, ponieważ wdrażane zostają kontrole. Z kolei za złamanie nakazu kwarantanny grozi surowa kara finansowa. W Wielkiej Brytanii zmobilizowano 20 tysięcy żołnierzy, gdyby potrzeba było nadzorować miasta i dopilnować, że nikt nie wyściubi nosa ze swojego mieszkania. To budzi frustrację. Wróg nie jest namacalny, “opresja” ze strony władzy jest. Można się zirytować. I ludzie się irytują, ale to wcale nie robi im specjalnie dobrze, a już na pewno nie ich portfelom.

Wszystkie drogi prowadzą do Londynu

W chwili, w której piszę te słowa, w Londynie potwierdzonych zostało 2,189 przypadków zarażenia i 100 śmierci spowodowanych przez koronawirusa. Wzmożona ostrożność jest wskazana – nigdzie indziej na terenie Wielkiej Brytanii liczby nie doszły nawet do połowy obu statystyk. W sumie w całym kraju zanotowano 5,837 przypadków zarażenia i 335 ze skutkiem tragicznym. Jednak dlaczego podaję dane z Londynu? Bo to w Londynie dzieje się akcja “Roku 1984” Georga Orwella. To również w Londynie dzieje się akcja “Utopii” Tomasza Morusa, bez której – obok “Miasta Słońca” Tomasza Campanelli – “Rok 1984” prawdopodobnie nigdy by nie powstał. Pokusa była więc oczywista – jak już mówić o koronawirusie, to w kontekście Londynu.

Ministerstwo Prawdy

Słyszę wyraźny podszept, żeby dać się uwieść poglądowi, jakoby pandemia sprzyjała rozwojowi rozwiązań totalitarnych. Można tu iść choćby za myślą Michela Foucalta. I zaraz za nią pójdziemy, ale nieco inaczej. Bo otóż faktycznie, na ulicach coraz mniej osób. Coraz większe obostrzenia właściwie całkowicie wyeliminowały znaczą część globu z życia towarzyskiego. Czyli co – można powiedzieć, że kontrola strachem zdaje egzamin. Tylko że tak naprawdę władzy sytuacja kompletnie nie jest na rękę – chodzi tu o kwestie gospodarcze. Nie wdając się w szczegóły i wracając do założeń tego tekstu – czy przedłużający się okres restrykcji może doprowadzić do powstania jakiegoś nowego systemu kontroli? Jakieś kontroli wszechobecnej?

Najczarniejszy scenariusz

Czarny scenariusz może zakładać, że staniemy się ofiarami opresyjnej władzy, która będzie wykorzystywać zamknięte miasta, ograniczoną możliwość transportu, niewydolną służbę zdrowia i cały szereg rozmaitych ułomności systemowych, które wyszły na jaw w obliczu koronawirusa, to jednak w tym momencie największym zagrożeniem dla siebie nawzajem jesteśmy my sami. A właściwie nie zagrożeniem, a – paradoksalnie – wsparciem. Wróćmy do Michela Foucalta, który w dziele pt. „Nadzorować i karać. Narodziny więzienia” pisze tak:

Aby zaś działać, władza […] musi wyposażyć się w narzędzie stałego, kompletnego, wszechobecnego, zdolnego wszystko uwidocznić nadzoru, który na dodatek sam będzie niewidzialny. Ma być niczym spojrzenie bez twarzy, które przekształca całość ciała społecznego w pole percepcji: tysiące rozmieszczonych wszędzie oczu, ruchliwe i gotowe na zawołanie punkty obserwacyjne, rozległa hierarchiczna siatka, która liczy sobie w Paryżu, według Le Maire’a, 48 komisarzy, 20 inspektorów, a następnie zatrudnionych etatowo “obserwatorów”, pracujących na dniówkę “drobnych szpicli”, potem donosicieli opłacanych zależnie od zadania, wreszcie prostytutki. (s. 257)

Walka o życie

Rzeczywistość, w której każdy obywatel nadzoruje każdego obywatela, w której roi się od donosicieli współpracującymi z aparatem opresji, to rzeczywistość nikczemna. Niegodna nawet do pomyślenia. Jednak paradoksalnie, kiedy proces ten następuje nie ze względu na władzę, a ze względu na zagrożenie, jest to model, zdaje się, całkiem dobry. Zależy nam na tym, żeby wszyscy wyszli z obecnej sytuacji cało. Nic dziwnego, że oglądamy się na bliskich, a na wieści o tym, że ktoś złamał zasady kwarantanny reagujemy raczej negatywnie. Taki model obserwacji jest daleki od horroru, który opisuje Foucalt. Jeśli jesteśmy teraz w „więzieniu”, to jednak „więzieniu” przez aklamację. Ze strachu? Tak. Ale czy ze strachu przed władzą? Nie. W końcu w obecnie zachodzącym procesie nie chodzi o to, aby:

[…] wzbudzić w uwięzionym świadome i trwałe przeświadczenie o widzialności, które daje gwarancję automatycznego funkcjonowania władzy. Spowodować, by nadzór był nieprzerwanie skuteczny, nawet jeśli będzie nieciągły w działaniu; by doskonałość władzy czyniła zbędnym jego stałe sprawowanie; […] by więźniowie podlegali władzy, której sami są nosicielami. (s. 242).

Innymi słowy – nie chodzi o to, żebyśmy popadli w paranoję. Chodzi o to, żebyśmy byli bezpieczni.

Ostrożność

W „Roku 1984” pojawia się termin „dwójmyślenia” – choćby władza notorycznie sobie zaprzeczała, każda kolejna wersja informacji jest tą aktualną. W przypadku koronawirusa nie mamy z tym do czynienia – informacje mogą się różnić, ale niebezpieczeństwo jest elementem wspólnym i każdorazowo podkreślanym. Ważniejszym w naszych rozważaniach będzie termin „myślozbrodni”. To jest z kolei myślenie wbrew temu, co mówi władza i podają media. Przyjęcie do siebie poglądu, że może być inaczej niż jest nam to przedstawiane. Winston Smith, główny bohater „Roku 1984”, w strasznych okolicznościach dochodzi do poruszającej konkluzji i zapisuje słowa: Myślozbrodnia nie pociąga za sobą kary śmierci: myślozbrodnia JEST śmiercią (s. 32).

Wydźwięk tego stwierdzenia jest w powieści dalece mocniejszy i o wiele bardziej ponury niż ten, który pasuje do naszej obecnej sytuacji. Otóż faktycznie stwierdzenie, że nie ma niebezpieczeństwa nie pociąga za sobą kary śmierci – ale lekceważenie go, śmiercią może stać się bardzo szybko.

Kajetan Szewczyk

Michel Foucalt, Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, Alatheia, Warszawa 2009

George Orwell, Rok 1984, Wydawnictwo DaCapo, Warszawa 1993

Polecane przez nas

https://ukorzeni.pl/swiadomosc/zeglujac-do-jaskini-platona-czyli-o-podrozy-do-swiata-idei/

Polecana grupa tematyczna

https://www.facebook.com/groups/549146312603349/


Podobne artykuły

Świadomość

27.05.20
Jak przerosnąć ego nie zabijając go w uczciwym działaniu

Twórca pojęcia ego, Sigmunt Freud, twierdził, że powstaje ono, ponieważ zaspokojenie naszych potrzeb wymaga działania Sigmunt Freud uważał, że godzi nasze instynkty, sumienie oraz zasady rządzące środowiskiem w którym żyjemy.…

Świadomość

27.05.20
Żądza pieniądza. Czym większa tym większe ujawnia uczucia

– Każdy ma swoją cenę – brzmi stara dewiza cyników. Niestety, większość z nas niewysoką. – Pieniądze szczęścia nie dają – głoszą od lat mędrcy Nikt ich nie słucha, choć…

Świadomość

26.05.20
Paulo Coelho: Kosmopolityczny geniusz autora „Alchemika”

Jego proza budzi kontrowersje. Dla krytyków książki Paulo Coelho to źle napisane, historyjki z pretensjami do wielkich metafor i bajdurzenia o sensie życia Jednak dla milionów czytelników na całym świecie…

Świadomość

20.04.20
Czy czeka nas nowa anarchia i kult przeszłości?

Mustafa Mond, jeden z bohaterów Nowego Wspaniałego Świata Huxleya, zauważa, że w nowym porządku nie będzie miejsca dla rzeczy starych Nie chodzi tu jednak tylko o wyrugowanie z życia społeczności…