Szaleństwa Pana Piotra, czyli 10 zaskakujących kawałków

Szaleństwa Pana Piotra, czyli 10 zaskakujących kawałków

Po 20 latach na scenie o warszawskim producencie, wokaliście i raperze z pewnością można powiedzieć wiele – jest całkowicie nieprzewidywalny, co udowodnił zresztą na właśnie wydanej płycie projektu Biały Tunel.

W swoich poszukiwaniach zawsze potrafił trafić w sam środek tarczy i… zupełnie poza nią. Szaleństwa Pana Piotra, czyli 10 najbardziej zaskakujących kawałków Tego Typa Mesa Przeczytajcie i posłuchajcie sami.

List” (2003)

Po sposobie w jaki Ten Typ Mes wszedł, a właściwie wtargnął do branży, można było się spodziewać, że uderzy solowym albumem pełnym historii o kobietach, przechwałek czy branżowych prztyczków w nos. Stało się nieco inaczej, gdyż na pierwszy ogień poszła zaskakująco dojrzała płyta zespołu Mesa, tworzonego z Emilem Blefem duetu Flexxip. A singlem promującym krążek był “List”, który nie był wcale żadną kalifornijską funkową petardą, ani nowojorskim, ulicznym hymnem, a sentymentalnym utworem ubranym formę apostrofy do młodszego siebie, zbudowanym na przyspieszonym samplu wokalnym w stylu Kanyego Westa i zilustrowanym estetyzującym klipem. Piotr (on powiedziałby raczej Piotrek) zaskakiwał od początku.

OiOM” (2009)

Debiut wydawał się jeszcze stonowany. Ale już na drugiej płycie Mesa, „Zamachu na przeciętność”, hip-hop przestał wystarczać. Raper zaczyna „OIOM” od zapowiedzi, że przyszedł czas na rewanż za lata rockowych eksperymentów z hip-hopem. I miło, że ostrzegł, gdyż mści się rzeczywiście dość boleśnie. Rozpędzone, żywe bębny i przesterowane gitary (zasługa formacji Stereotypy) służą zilustrowaniu rockandrollowej opowieści o nadużywaniu alkoholu i wdawaniu się w bójki. Parę lat później takie piosenki nagrywał Wini, rekompensując średnie wrażenia akustyczne specyficznym humorem i sporą wyobraźnią. Tu jednego i drugiego brakuje. Wydaje się, że najbardziej zadowolony z kawałka ma prawo być brat Mesa – ten zadedykował mu utwór, dziękując za to, że w domu zawsze była różnorodna muzyka.

Szukam…” (2011)

„Szukam…” z trzeciej płyty Tego Typa, „Kandydatów na szaleńców”, ma nieprzypadkowy tytuł, dotyczy bowiem poszukiwań na polach osobistym i muzycznym. Mes rozpoczyna utwór od mini wykładu na temat poszerzania horyzontów słuchaczy, a zarazem ironizuje do wtóru spokojnego pianina, że to nie jest już rok 2000. Dlatego właśnie bit przyspiesza, zaś on sam pakuje się na galopujący drumandbass Adama Petera. Co do efektu to można mieć sporo mieszanych uczuć, choćby dlatego, że raper powinien tu zwiększyć tempo nawijania. Z jego zmian był zresztą potem znany. Miało być nowocześnie, wyszło anachronicznie, bez przełomu. To ciekawostką w dyskografii Mesa, krok ku świeższym, klubowym brzmieniom i śmielej poczynającym sobie producentom.

Tul petardę” (2014)

„Tul petardę” z płyty „Trzeba było zostać dresiarzem” to ówczesne apogeum Mesowej kreatywności i innowacyjności. Z jednej strony zdumiewa nieregularnymi, hałaśliwymi perkusjami, z drugiej jazzowym zacięciem i przestrzenią. Totalny wariactwem jest epilog, w którym bohater alternatywy Olaf Deriglasoff do wtóru własnej gitary śpiewa melodyjny refren o tym, że ma dość refrenów (przynajmniej tych o planach i marzeniach) i nie wie czego chce. To, co teoretycznie nie ma prawa do siebie pasować tworzy paradoksalnie zupełnie zgrabną, dającą do myślenia, bezpretensjonalną (co w wypadku Mesa nie jest regułą) całość. Dostajemy świeże poczucie humoru, abstrakcję z ludzką twarzą każdy, kto po tytule spodziewał się wystrzału, z całą pewnością nie zakończył odsłuchu zawiedziony.

Obejmę Cię” (2014)

Nie dość, że kawałek „Obejmę cię” został zepchnięty poza regularną tracklistę, to jeszcze nie trafił do każdego wydania „Trzeba było zostać dresiarzem” – zależnie od nabytej wersji można było mieć go albo numer z Peją. Tymczasem Mes dowodzi, że był wtedy w takiej twórczej formie, że właściwie broniła mu się każda ekstrawagancja. Tu nie ma super tekstu. To nie jest nawet dobrze zaśpiewane. Wyszło jednak tak, że nonszalancki kawałek z odrobiną łobuzerii, punkowego pazurka, przypomina późniejsze dokonania The Clash. Sprawia przyjemność i jest zaraźliwy jak cholera.

Jak nikt” (2016)

Eklektyzm i osobisty charakter wypowiedzi – to wydawały się wartości nadrzędne przy tworzeniu „AŁA”. W wypadku obydwu kompozycji doszedł niemal do ściany, w związku z czym krążka słucha się niełatwo, a co rusz zaskakiwany odbiorca ma prawo być zmęczony. W końcu od wyrafinowania do przekombinowania jeden krok. Nie licząc samego piekielnego zwieńczenia, „Jak nikt” jest akurat zredukowany, kompozycja wydaje się ledwie naszkicowana, okradziona z bębnów. Winnym tego stanu rzeczy jest Kortez, facet, który swoją wrażliwym, nieszczęśliwym popem podbił pół Polski. Tekst jest natomiast dwujęzyczny, bo utwór zamyka deklamacja Marity Alban Juarez. Po wszystkim zadajemy sobie pytanie – czym jest męskość?

Lakokalips” (2017)

Słyszymy tu niepokojąca pulsację, przetworzony – ale tradycyjnie, w żadnym razie za pomocą wtyczki autotune – wokal i tekst o małym kokainowym końcu świata. Biały piasek przepływa przez palce, białe okręty rozwijają czarne żagle, wieczny cień zaczyna padać i wszystko to ciekawe, zwłaszcza, że to nie Mes jest autorem tekstu. To co w muzyce popowej może być normą, w hip-hopowym etosie kształtującym niegdyś Piotra było niedopuszczalne, a kiedy się przydarzyło, twórcy wstydliwie ten fakt ukrywali. Tu jest przeciwnie, chwalili się tym, bo za wszystkim stał Pjus – świetny autor, który za sprawą problemów z aparatem mowy musiał zakończyć własną rapową karierę, w związku z czym napisał teksty kolegom. Wykonania zebrał na sygnowanym własną ksywką albumie „Słowowtóry”

Krzyczał na synka” (2018)

Mes kupił na dzielnicy sampler i wypracował zupełnie nowy sound na potrzeby „zbioru parabol okolic doraźnych” zawartych na płycie „Rapersampler”, najlepszym spośród jego późnych dokonań. Wibracja kawałka powinna wywoływać skojarzenia z Latynosami, bo Mes z Adą śpiewają w referenie wraz z wysamplowanym, brazylijskim chórem. Ale brzmi to jak jakieś mokotowskie gospel music, Big K.R.I.T., który nie wychował się w Missisipi na winylowym soulu i kościelnym muzykowaniu, a nad Wisłą, na Grzesiuku i „Panu Tadeuszu”. Intrygujący, knajacki wykład z genealogii własnej ujęty w oryginalne ramy.

Underground Poland” (2018)

Zupełnie inne oblicze „Raperasamplera”. Duszny, pięciominutowy, niewyspany kawałek, który mógłby mieć jeszcze więcej mechanicznego, berlińskiego sznytu, ale Mes nie jest w stanie wytrzymać z jednostajnie bijącymi bębnami. Utwór a pewno nadałby się do kolejnego sezonu serialu „Ślepnąc od świateł”, zwłaszcza, że raper w trzech długich zwrotkach serwuje trochę cierpkich diagnoz z „Warszawy sztucznej aż musisz zapłakać”. Warto jednak zacytować inne, znamienne w kontekście twórczości Piotra wersy: „Moja rodzina Gambino? Childish / Nie imponują już <Chłopcy z ferajny> / Mój Pac nie Tupac, mój Paak Anderson / Jak Kuba to nie Wojewódzki, a Gierszał”

Kaczzki” (2018)

Utwór „Kaczzki” znalazł się na rozszerzonym wydaniu płyty „Rapersampler” i Mes połączył tam siły z przedstawicielami nowego, młodego, odrealnionego rapu, czyli zespołem Tuzza. Wynik jest naprawdę dziwny, ponieważ ma się wrażenie że każdy jest tutaj poza swoją strefą komfortu i absolutnie nic nie pasuje do niczego. Tuzza kojarzy się raczej z marzycielskimi klimatami, uciekaniem co rusz w stronę Włoch, będącym dla chłopaków czymś na kształt własnej Utopii bądź Ziemi obiecanej. Tymczasem gospodarz sytuuje się bliżej warszawskiego Parku Skaryszewskiego (nie wiem czy tak było, niemniej za sprawą Agnieszki Osieckiej ta lokalizacja będzie mi się już na zawsze kojarzyć z puszczaniem płaskich kamieni po wodzie) , choć wiadomo, że tytułowe „Kaczzki” są co najwyżej pretekstem do „jedzenia znaczków”, narkotykowej peregrynacji. Z numeru zapamiętujemy wers o ludziach tak pięknych, że po skaleczeniu „broczą hummusem”. I oczywiście produkcję – brytyjski rytm, nieszablonowy hi-hat, dziwną melodyjkę wygrywaną na jakimś software’owym ksylofonie. Intrygujące fiasko.

Marcin Flint

Polecana grupa społecznościowa

https://www.facebook.com/mestentyp/

Polecane przez nas

https://ukorzeni.pl/muzyka/proceente-dziennik-2020-rap-w-interesie-publicznym/


Podobne artykuły