Sarmacja. Jazda polska między Jamajką a Kutnem

Sarmacja. Jazda polska między Jamajką a Kutnem

Dubowy projekt Sarmacja kontynuuje ofensywę na polskiej prowincjonalności. Tym razem z bogatszym brzmieniem i międzynarodowym towarzystwem. Nadciąga „Jazda Polska”

W czasie, gdy wszyscy gadają o pandemii i polityce, muzycy na szczęście robią swoje. Pierwsza połowa tego roku to wręcz wyjątkowo płodny okres dla polskiej sceny niezależnej, w dodatku niezależnie od gatunku. Awangardowy metal, improwizacja, trans i psychodelia –wszystko to zdążyło stworzyć już płyty znakomite. Teraz okazuje się, że równie dobrze ma się scena elektroniczna. 19 czerwca ukaże się nowa płyta projektu Sarmacja – dubowych piewców polskiego prowincjonalizmu. Paradoksalnie „Jazda polska” ukaże się w Londynie, a przy jej powstawaniu miała udział światowa legenda elektroniki lat 90., projekt The Orb.

Małomiasteczkowy trans

W przypadku Sarmacji paradoksy są jednak normą. Przede wszystkim jest to projekt podkreślający swoją polskość, a konkretnie polską prowincjonalność. Paweł Bartnik pochodzi z Płocka, a Michał Kołowacik z Kutna i – jak sami przekonują – ich granie to właściwie opowieści o małomiasteczkowym życiu, o urokach nudy i marazmu, o obciachu, który bywa twórczy, ale też o kulturowej pokoleniowej ciągłości, która w większych miastach niemal już nie istnieje.

Paradoks tkwi w tym, że muzyczny język, w którym snują te pogodne i ciepło brzmiące historie wywodzi się z Jamajki, choć z czasem nabrał akcentu rodem z elektronicznego podziemia Londynu, Berlina czy Kolonii. Dudniący bas, transowo powtarzające się frazy, rozedrgane i falujące tła, czasem jakieś ostre sample smyków czy delikatny wokal – trudno wyobrazić sobie dźwięki mniej kojarzące się z imprezą w mazowieckiej remizie, czy głośnikiem w BMW lokalnego gangstera. A jednak w przypadku Sarmacji formuła taka sprawdza się doskonale. Może dlatego, że muzycy nie wciskają na siłę taniego folkloru – ich kawałki są nie tyle „polskie”, ile są „o Polsce”.

Sarmacja

– Słowo sarmacja podoba nam się już z samego faktu barwnego mitu jaki ze sobą niesie. Mówi dużo o Polakach, naszej ułańskiej fantazji, poczucia wyjątkowości, a przy tym pogubieniu i gnuśności. Dub jest w Sarmacji sprawą pierwszorzędną – tłumaczy Michał Kołowacik.

– Tak, dub jako idea muzykotwórcza, nie gatunek – zgadza się z nim Paweł Bartnik.

I tak było od początku. Duet Bartnik/Kołowacik gra razem co najmniej od 2016 roku, ale zawirowania losu sprawiły, że ich debiutancki materiał ukazał się dopiero pod koniec roku 2018. Nosił tytuł „Tutejsi” i już na nim pojawiły się wszystkie charakterystyczne cechy ich muzyki. „Z surowego i esencjonalnego brzmienia można niemal garścią złapać emocje związane z trudem życia w mniejszej społeczności” – pisano w jednej z recenzji i coś było na rzeczy.

Swojski klimat

Choć tak po prawdzie najwięcej o małomiasteczkowym klimacie mówiły tytuły utworów i znakomite skądinąd grafiki. Styl „Tutejszych” był nieco zaskakujący, zważywszy na przeszłość tworzących duet muzyków. Mniej może w przypadku Michała Kołowacika, który jako Echo Deal grywał wysokiej próby dub już od dawna, a takie jego płyty jak „Totem” czy „Baron” – choć niszowe, zbierały zazwyczaj bardzo dobre oceny także za granicą. Dubowy klimat był jednak dość zaskakujący w przypadku Pawła Bartnika, który dał się poznać głównie z występów w jednej z najoryginalniejszych polskich kapel niezależnych kIRk, z którą tworzy niespokojne, postrzępione improwizacje, niemal zupełnie umykające precyzyjnym gatunkowym normom. Obaj panowie poznali się dzięki innemu członkowi kIRk – Olgierdowi Dokalskiemu, który w swoich rozlicznych projektach kolaborował także z Kołowacikiem.

Debiut Sarmacji zebrał świetne recenzje, a nazwa projektu wrosła na dobre w krajobraz polskiej sceny. Zapewne także dzięki występom na żywo, podczas których te stosunkowo krótkie kawałki rozciągają się we wciągające i odrealniające transy. Nic też dziwnego, że prace nad kolejnym materiałem muzycy rozpoczęli niemal bezpośrednio po wydaniu „Tutejszych”. Ich efektem jest „Jazda Polska”, która w najmniejszym stopniu nie ustępuje debiutowi.

Pierwiastki kobiece

Tym razem „polskość” i „prowincjonalność” tego grania jest nieco mniej widoczna. Co jednak nie znaczy, że jej nie ma. „Nad płytą unosi się duch świętego szaleńca w wersji sarmackiej, tego, który po paru szklankach wódki, w oparach benzyny z grilla raz to wzrusza się opowiadając o niedoli narodu, raz popada w ekstazę mówiąc o wygranych bitwach, a raz w gniew, gdy przypomina mu się jak bardzo kopci diesel sąsiada” – definiują „Jazdę Polską” sami muzycy. I jakby na potwierdzenie tych słów rozpoczynają płytę utworem „Kossak”, w którego obrazach aż roi się od podobnych „szaleńców”, tylko że sprzed dziesiątków lat.

Sarmacja “Tutejsi”

– Ujęcie lokalności w „Tutejszych” miało inną barwę niż na najnowszej płycie, jednak to może świadczyć o wielobarwności prowincji. „Jazda Polska” zdaje się bardziej skupiać na radości i rozpasanej fantazji. Mieliśmy frajdę przy pracy nad tą płytą i to jest ważne – mówi Michał Kołowacik, a Paweł Bartnik dodaje:

– Mam takie poczucie, że w przypadku „Tutejszych” mieliśmy potrzebę jasno powiedzieć o naszej tożsamości – tutejszości, swojskości. Podkreślić tę kwestię i pokazać jako życiodajne źródło, a nie obciach. Kolejny raz nie było potrzeby o tym mówić, bo bycie tutejszym, bycie „stąd” to w gruncie rzeczy nie jakiś karkołomny wybór niczym wybór ideologii za którą się podąży. Nie ma co robić z igły widły 🙂 To po prostu jest w przyrodzie, my w tym jesteśmy. Należy też podkreślić, że nas interesuje przede wszystkim muzyka. Odżegnujemy się od „dużego” konceptu, od przesadnej nadbudowy. Przecież my robimy muzykę rozrywkową. „Jazda Polska” z założenia miała być zabawą o różnych odcieniach – raz pełną śmiechu, raz rzewną, raz nieco upiorną. Inspirował nas taki specyficzny polski rozstrój i przesada – widać to na weselach, na grillach i w gastronomii, gdzie leją z kija. Jakoś nas to śmieszy, tumani, przestrasza. To jest tak bardzo cholernie nasze.

Oryginalne brzmienie

Muzycznie jednak wciąż pozostajemy w klimacie dość surowego i głębokiego dubu o generalnie pogodnym, choć czasem też dość niepokojącym odcieniu. Sarmacja ma swoje brzmienie i choć nie trzyma się twardo gatunkowych ograniczeń, jest po prostu rozpoznawalna. Nawet jeśli tym razem brzmienie to wzbogaciło się bardzo znacząco dzięki wokalom Kachy Kowalczyk – wokalistki znanej z kapeli Muka, a zwłaszcza zjawiskowego projektu Coals. Współpraca z nią musiała zresztą zapłodnić wyobraźnię duetu, bo – już po nagraniu płyty zdecydowali się dodać na stałe do swojej muzyki pierwiastek żeński, w uroczej postaci Aleksandry Szalińskiej. Czy obecność kobiet wpłynie na formułę projektu?

– Zdecydowanie. W 2019 roku zagraliśmy koncert wspólnie z Kachą i Ńemym w warszawskim SPATIFie. Formuła grania z wokalistami to zupełnie inne możliwości i więcej wolności na scenie. Można powiedzieć, że teraz pozwalamy sobie na więcej – tłumaczy Kołowacik.

Sarmacja “Jazda Polska”

„Tutejsi” ukazali się nakładem polskiej wytwórni Astigmatic Records, „Jazda Polska” firmowana będzie już logo londyńskiego labelu Byrd Out, mającej w katalogu takie m.in. nazwiska jak Mad Professor, Lee Scratch Perry czy zmarły w tym roku Andrew Weatherall. Być może tą właśnie drogą doszło do współpracy Sarmacji z legendą elektroniki lat 90. – projektem Alexa Patersona, The Orb. Płytę zamyka zrobiony przez nich remiks utworu „Olimpijczyk”. Panowie wzięli sobie do serca sugestię szefa Byrd Out, by remiks brzmiał >odpowiednio dziwnie< i stworzyli piękną, wielowątkową opowieść w swoim niepodrabianym stylu” – przekonują muzycy i mają rację, zwłaszcza w kwestii stylu. Utwór brzmi bowiem bardziej „orbowsko” niż „sarmacko”, co jednak zgrabnie wzbogaca całą płytę.

– O współpracy z The Orb dowiedzieliśmy się od Stephena, naszego wydawcy. Byliśmy zaskoczeni zarówno samym pomysłem jak i efektem finalnym remiksu. To również dla nas poważna sprawa. Docierają do nas dobre słowa od lokalnych i zagranicznych mediów, „Olimpijczyk” znalazł się na playliście Bandcamp Weekly i razem z remiksem pojawił się już w kilku audycjach – mówi Kołowacik. 

Najważniejsze jednak, że w graniu Sarmacji nie ma rutyny. Muzycy bawią się dźwiękiem, nie dbają o żadne reguły, eksperymentują – choć zazwyczaj zachowując ten leniwy, lekko oniryczny klimat. Jedyne czego można żałować to długość, i utworów i całej płyty. Niekiedy kawałki kończą się zanim słuchacz na dobre da się wkręcić w te transowe rytmy i rozsmakować w mnóstwie porozsiewanych w tle detali. Trochę tak, jakby nie były to zamknięte utwory, lecz ich sugestie – szkice do dalszej improwizacji i rozwijania w nieskończoność podczas grania na żywo. Ale niedosyt to lepsze uczucie niż przesyt. Po przesłuchaniu „Jazdy Polskiej” na pewno w każdym razie chce się Sarmacji więcej i chyba najlepszym w tej sytuacji rozwiązaniem jest zapętlenie płyty i słuchanie jej do oporu.

Wojciech Lada

Polecane przez nas

https://ukorzeni.pl/muzyka-warta-uwagi-teledyski-koncerty-recenzje/lonker-see-czyli-muzyka-w-ktorej-zmiesci-sie-wszystko/

Nasza grupa społecznościowa

https://www.facebook.com/groups/514078569199302/


Podobne artykuły