Nihiloxica: Kaloli – potęga multikulturowego transu

Nihiloxica: Kaloli - potęga multikulturowego transu

Na styku szamańskiego transu czarnej Afryki i europejskiej elektroniki powstała jedna z najciekawszych płyt tego roku. „Kaloli” to pierwszy pełny album projektu Nihiloxica

Uganda jest esencją Afryki. Krajem biednym, o dużej umieralności, ale też znacznym wskaźniku narodzin – blisko 50% ludności nie przekroczyła tu 14 roku życia. Ludzie cały czas zmagają się z głodem, który dziesiątkuje ich równie skutecznie jak permanentne epidemie HIV, tyfusu, malarii i szeregu innych chorób. Spora część społęczności to analfabeci, którzy doznaliby szoku kulturowego na widok sedesu. Zresztą nie mieliby do niego wody, bo oprócz wybrzeża Jeziora Wiktorii panuje tam susza. Znany obrazek chudego dziecka z wydętym z głodu brzuszkiem, to właśnie definicja Ugandy.

Po części jest to wynik warunków naturalnych, ale głównie jednak historii. Praktycznie od momentu odzyskania niepodległości po okresie kolonialnym, aż do zarania XXI wieku trwała tam permanentna wojna domowa, a rządy kolejnych dyktatorów zapisywały się setkami tysięcy ofiar, zerowym poziomem oświaty i rozwoju gospodarki. Nazwanie Ugandy krajem „Trzeciego Świata” byłoby w zasadzie komplementem. Paradoksalnie jednak, to właśnie zacofanie kraju w stosunku do reszty świata – co może najłatwiej uzmysłowić sobie faktem, że tam prawie nie ma prądu – bardzo sprzyjało zachowaniu się bardzo pierwotnych form kultury. I dlatego właśnie tak cennym zjawiskiem jest Nihiloxica – wspólny projekt ugandyjskich bębniarzy i brytyjskich producentów nowoczesnej elektroniki.

Jak rozmawiać z duchami

Bęben w Ugandzie to coś znacznie więcej niż instrument. To środek wszechświata, narzędzie do komunikacji między sferami podziemia, nieba i ludzi – uniwersalny dekoder pozwalający na nieustanną komunikację z przodkami, duchami i bogami. „Autonomiczny byt istoty ludzkiej uważa się za ograniczony, podlegający prawom przyrody i bezpośrednio podporządkowany siłom wyższym. Niezależnie od tego, ile uwagi poświęca się wydarzeniom historycznym i jak bardzo respektuje się aktualny system społeczno-polityczny, najistotniejsze pozostaje utożsamienie się jednostki z przyrodą i jej siłami, oraz poddanie się siłom >z innego świata<” – pisała Anna Czekanowska w bezcennej książce „Kultury tradycyjne wobec współczesności”. Brzmi to bardzo archaicznie, ale w Ugandzie – mimo stuleci najpierw islamizacji później zaś chrystianizacji – wciąż tak właśnie postrzega się rzeczywistość.

Nihiloxica “Tewali Sukali”

Nic też dziwnego, że powstały w Kampali zespół Nilotica Cultural Ensemble, grając masywne, bębnowe transy, nie tylko zdobył sobie ogromną popularność w Afryce, ale też szybko zainspirował współczesnych muzyków z Europy. Skojarzenia tej szamańskiej ekstazy z dzikim techno skusiło dwóch Brytyjczyków: Petera Jonesa (pq) i Jacoba Maskella-Keya (Spooky-J) do nawiązania współpracy z NCE, czego efektem jest właśnie Nixilotica – projekt, który Bartek Chaciński z „Polityki” określił jako „jedną z najlepszych i najbardziej futurystycznych rzeczy, jakie wydarzyły się na rynku nagraniowym w ostatnich latach”.

Nihiloxica “Biiri” – Full Album

Sensację wzbudziły już dwie pierwsze wspólne EP-ki artystów: wydana w 2017 roku „Nihiloxica” oraz dwa lata młodsze „Biiri”. Ich gęste, rytmiczne przestrzenie sięgające tradycją pewnie nawet kilka tysięcy lat wstecz, zderzały się z bardzo nowoczesną produkcją, która czyniła je przystępnymi także dla europejskiego ucha. Różnorodność i bogactwo brzmienia bębnów i ich hipnotyczne współgranie sprawiło, że dziś osiągają one zawrotne ceny na wszelkiego rodzaju aukcjach i prawdopodobnie trzeba się liczyć z ich wznowieniem. To tym bardziej prawdopodobne, że sukces tamtych nagrań zwrócił uwagę szefów renomowanej wytwórni Crammed Discs. I dla niej właśnie Nihiloxica przygotowała pierwszy pełny album „Kaloli”.

Efekty zderzania kultur

Choć wyglądają jak nowojorscy raperzy, kulturowo muzycy Nihiloxicy przynależą jednoznacznie do starej szamańskiej tradycji czarnej Afryki. Kultury pełnej tańca i rytmu –tak bogatego, że trudno oprzeć się wrażeniu, że jest nie tyle muzyką, co bardzo złożonym alfabetem do prowadzenia z duchami wielowątkowej konwersacji. Jak każdy innych kraj świata nie ma jednej kultury. Inaczej brzmi nabrzeże Jeziora Wiktorii, inaczej pustynna prowincja, a jeszcze inaczej Kampala, do której globalizacja w mniejszym lub większym stopniu jednak dotarła. Bębniarze łączą wszystkie te tradycje, raz budując monochromatyczny trans, kiedy indziej rozpędzają się opętańczą motoryką. Europejscy członkowie projektu dodali do tego pakiet brzmień z podziemnych klubów Londynu. W tych najdynamiczniejszych momentach można mieć nawet skojarzenia z noisem, w najłagodniejszych zaś, klimat nasyca się eterycznością ambientu.

Nihiloxica – Kadodi

Najciekawsze w tym wszystkim jest jednak to, że obie kultury: pradawnej Afryki i bardzo współczesnej Europy zderzają się tu z sobą całkowicie bezkolizyjnie. Niby wiadomo, że cała scena techno bazowała na plemiennym doświadczeniu szamańskim, ale jednak przesyconym miejskimi brzmieniami industrialu. Na „Kaloli” obie kultury mieszają się ze sobą bez najmniejszego zgrzytu – uzupełniają, wzbogacają, po raz kolejny potwierdzając, że wielokulturowość to ogromna wartość sama w sobie. Ciekawe tylko, że w tym zestawie to Afryka wypada barwniej – jest subtelniejsza, bardziej różnorodna i bogata, niż dość wulgarna w sumie i uboga Europa. Ale cóż, afrykańscy muzycy gadają z duchami, europejscy zaś co najwyżej z maszynami. W pakiecie tworzą jednak zestaw zupełnie niezwykły.

Nihiloxica – Black Kaveera

Wojciech Lada

Nihiloxica, Kaloli, wyd. Crammed Discs, premiera 12.06. 2020

Polecane

https://ukorzeni.pl/muzyka-warta-uwagi-teledyski-koncerty-recenzje/waclaw-zimpel-rytm-zakrzywionego-czasu/

Nasza grupa społecznościowa

https://www.facebook.com/groups/514078569199302/


Podobne artykuły