Lonker See, czyli muzyka, w której zmieści się wszystko

Najnowsza płyta Lonker See „Hamza” to rzecz zjawiskowa. W luźnych improwizacjach muzycy eksplorują wszystko

Wszystko co najlepsze w świecie alternatywnych brzmień kilku ostatnich dekad i tworzą z tego własny język. Jednocześnie bogaty i przystępny. “Hamza” – Lonker See, czyli muzyka, w której zmieści się wszystko – Wojciech Lada

Trójmiasto od lat ma ustaloną markę jeśli chodzi o poszukiwanie nowych brzmień – również ich odnajdowanie – a już samo istnienie pojęcia Trójmiejska Scena Alternatywa, choć stare i wyjątkowo nieostre, wiele mówi o panującej tu atmosferze. Z jednej strony była tu Apteka, z drugiej – Miłość. Z jednej Nagrobki, z drugiej – choćby Trupa Trupa. A pomiędzy tymi granicami rozgrywała się zawsze cała masa metalowego hałasu, błyskotliwego jazzu, elektronicznej awangardy czy nawet najlepszego w Polsce funku. Nawet na tym tle Lonker See wypada jednak szczególnie. Ich muzyka zawiera w sobie bowiem właściwie wątki wszystkich tych gatunków, przy czym splatają się one w wyjątkowo swobodnych improwizacjach.

Dźwięki bez kształtu

Początkowo Joanna Kucharska i Bartosz Borowski postanowili nawrócić się z hałasu na oniryczny ambient. Pomysł był sam w sobie ciekawy, bo tworzyli wcześnie dość mocno grające kapele shoegaze’owe, a jednak nie powiódł się zupełnie. Kiedy bowiem do projektu dołączyli Tomasz Gadecki i Michał Gos, muzycy znani ze swoich jazzowych koneksji, spokojne początkowo dźwięki zaczęły wędrować w zupełnie zaskakujących – zapewne nawet samych muzyków – kierunkach. „W naszym przypadku nie jest tak, że przychodzi jakaś opowieść. Po prostu każdy próbuje wnosić jakieś swoje inspiracje” – mówił na antenie Polskiego Radia Michał Gos.

Muzyka bez granic

Muzyka jaka wyłaniała się z debiutanckiego albumu „Split Image”, czy nawet świetnie przyjętego „One Eye Sees Red” przynosiła jednak dość spójne, długie improwizacje, lekko psychodeliczne, przede wszystkim jednak przesycone bądź to starym jazz rockiem, bądź po prostu jazzem. Dominowały czyste, klarowne brzmienia, a melodie były wyraziste. Dopiero słuchając koncertowych wersji tych kawałków, można było zauważyć rockowe korzenie muzyków i skłonność do zapędzania się w brzmienia pełne zgrzytu i brudu. Muzyka ta miała po prostu niezwykle otwartą formę. Muzycy nie stawiali sobie wyraźnych granic, a utwory nigdy nie miały ostatecznego kształtu, bo każdorazowe wykonanie dodawało do nich nowe elementy.

Lonker See – One Eye Sees Red (Full Album)

Po „One Eye Sees Red” Lonker See doceniono już nie tylko w Polsce. Koncertowali w Niemczech, Szwajcarii, Francji, Hiszpanii, Belgii i Holandii, objeżdżali zarówno spore festiwale, jak i niewielkie kluby dla kilkudziesięciu ludzi. Często grają też w kraju – tak naprawdę koncerty stały się ich żywiołem i mają ich na koncie kilkadziesiąt rocznie. Trochę z konieczność, bo – jak sami mówili – dla takich kapel jak oni to w zasadzie jedyna możliwość bycia dostrzeżonym, ale chyba też koncerty właśnie najlepiej oddają ich temperament. I chyba właśnie efektem licznych koncertów jest „Hamza” – jedna z najlepszych polskich płyt na scenie alternatywnej wydanych jak dotąd w tym roku.

Gra zaskoczeń

Piękna jest już okładka. Intryguje, wiele obiecuje, ale niczego nie zdradza. Duża w tym zasługa Joanny Kucharskiej, która oprócz tego, że śpiewa i gra na basie, jest także graficzką odpowiedzialną za estetyczne wrażenia wizualne związane z Lonker See. „Oprawa wizualna to składowa twórczości naszego zespołu” – tłumaczyła w jednym z wywiadów. Dodając, że w przypadku nowej płyty poszli „bardziej w stronę odkrywania w swojej muzyce spokoju i melodii”.

O ile w kwestii oprawy wizualnej można się spokojnie z nią zgodzić, o tyle w kwestii spokoju znacznie trudniej. Owszem, są na „Hamzie” momenty delikatne i subtelne – zwłaszcza te gdy Kucharska zaczyna śpiewać. Te senne ballady mają w sobie odrobinę etnicznego, czasem orientalnego posmaku, ale mogą też budzić skojarzenia z The Velvet Underground, z czasów, gdy śpiewała tam nieodżałowana Nico. Ale przecież nawet one – podobnie właśnie jak w kapeli Lou Reeda i Johna Cale’a – podszyte są zawsze jakimś niepokojącym, psychodelicznym nerwem. Nie wspominając już o tym, że zawsze stanowią po prostu kontrapunkt dla eksplozji gitarowo-saksofonowego zgiełku.

I chyba właśnie tego jest na „Hamzie” najwięcej w porównaniu z wcześniejszymi nagraniami. Bardzo wyraźnie doszedł tu do głosu Bartosz Borowski, a jego gitarowe wycieczki wyraźnie skręcają w stronę klasyki amerykańskiego jazgotu spod znaku Sonic Youth z przyległościami, czasem też – zwłaszcza wtedy, gdy rockowej motoryki nabiera też sekcja rytmiczna – odezwą się echa Steve’a Albiniego i wczesnych kawałków Shellac. To piękna tradycja, zwłaszcza, gdy łączy się w improwizacjach ze stricte jazzowymi zagraniami saksofonu – momentami znajdujemy się wtedy na granicy ekstremalnego free jazzu.

Podróż w nieznane

Zresztą to właśnie słowo „free” jest najbardziej charakterystyczne dla grania Lonker See, nawet bez dodatku jazzu. Doszukiwanie się konkretnych wpływów czy skojarzeń to tylko taka recenzencka zabawa, która w rzeczywistości niczego nie tłumaczy i o niczym nie przesądza. A czasem nawet zamąca ogólny obraz, bo w niczym nie oddaje tego specyficznego iskrzenia między muzykami i faktu, że cokolwiek ich by nie inspirowało, tu i tak nabiera zupełnie nowego wydźwięku. Ta muzyka jest całkowicie otwartą i nieprzewidywalną wycieczką, podczas której słuchacz nigdy nie może być pewny, co spotka go za następnym taktem. Ale jednocześnie Lonker See grają to tak, że nieustannie jest tego ciekawy. Nawet kiedy słucha „Hamzy” po raz trzeci i dziesiąty.

Lonker See – Hamza – Full Album (2020)

Wojciech Lada

Polecane przez nas

https://ukorzeni.pl/muzyka-warta-uwagi-teledyski-koncerty-recenzje/arrm-psychodeliczne-cieplo-lenistwa-recenzja-arrm-ii/

Nasza grupa tematyczna

https://www.facebook.com/groups/514078569199302/


Podobne artykuły