Wybitni polscy lekarze – Ludwik Hirszfeld: Co tkwi we krwi?

Odkrył istnienie grup krwi, oznaczył czynnik Rh, a także wyjaśnił przyczyny konfliktu serologicznego

Już tylko to, czyni Ludwika Hirszfelda jednym z najważniejszych naukowców początku XX w. A to nie jedyne jego osiągnięcia. Tysiące ludzi ocalił przed epidemiami w okopach I wojny światowej i prawdopodobnie dziesiątki – w warszawskim getcie. Wybitni polscy lekarze – Ludwik Hirszfeld: Co tkwi we krwi? – opowiada Wojciech Lada

Urodził się w Warszawie, ale nie mieszkał tu zbyt długo. Kiedy przychodził na świat była co prawda połowa lat 80. XIX w. i stolica zasadniczo pogrążona była w politycznym marazmie, w atmosferze którego dopiero kiełkował niepodległościowy socjalizm. Był to moment, kiedy ludzie poddali się faktom dokonanym i jakoś akceptowali sytuację. On jednak – jak sam przyznawał – od dziecka nie mógł wytrzymać wszechobecności rosyjskiego systemu na ulicach, co było z pewnością zasługą atmosfery rodzinnego domu. „Wzrosłem w tradycji walki podziemnej, w której rodzina mojego ojca, szczególnie mój stryj, brała czynny udział” – podkreślał później we wspomnieniach. W czasach jego nauki szkolnej nikt jednak w Warszawie nie walczył, jedynym więc sposobem, by uciec od znienawidzonego systemu, był wyjazd za granicę. Nic też dziwnego, że gdy tylko zdał egzamin maturalny, niemal natychmiast zdecydował się najpierw na studia w Würzburgu, następnie zaś w Berlinie.

Spóźniony na rewolucję

Wybrał medycynę, ale był to raczej przypadek niż głębsze zainteresowanie. Być może kameralna aura tego niewielkiego bawarskiego miasteczka, a może talenty tamtejszej kadry profesorskiej sprawiły jednak, że nauce poświęcił się całkowicie. „Powoli dojrzewała we mnie myśl poświęcenia się pracy naukowej. Nie jakieś określone zainteresowanie, ale niechęć do zwykłych form życia i umiłowanie cichej zadumy pracowni naukowej. Gdybym żył w średniowieczu, może uciekłbym od życia do klasztoru” – wspominał, ale odrobinę mijał się jednak z prawdą. Istotnie był coraz bardziej wyciszony i zdystansowany, całe dnie spędzał nad książkami, ale ochota do walki nie przeszła mu do końca. Kiedy tylko doszły do niego wieści o wrzeniu rewolucyjnym w Królestwie i działalności Organizacji Bojowej PPS Józefa Piłsudskiego, zareagował natychmiast, choć… połowicznie. „W 1905 roku wybuchła rewolucja w kraju i zaczęło mnie ponosić, by wrócić i wziąć udział w walce czynnej. Kupiłem już nawet broń. Ale wciąż odkładałem wyjazd. Aż profesor skończy ten lub ów rozdział, aż wykonam te, lub inne doświadczenie. I w tej sposób rewolucja skończyła się bez mojego udziału” – przyznawał z pewną skruchą. W 1905 roku jeszcze nie, ale już wkrótce wziął udział w znacznie ważniejszej rewolucji.

Po ukończeniu studiów i obronieniu doktoratu, został asystentem w Instytucie Badania Raka w Heidelbergu. To właśnie tu zetknął się z nową wówczas teorią tzw. łańcuchów bocznych, opracowaną wówczas przez niemieckiego immunologa Paula Ehrlicha. Zapoznanie się z nią było przełomem w jego życiu. Pisał o tym bez skrępowania:

„Ci, którzy żyli w okresie powstania tej teorii, wiedzą, jak porywająca była myśl, że zatruwalność komórki, jest zarazem gwarancją przezwyciężenia zatrucia, że choroba i jej przezwyciężenie stanowią poszczególne ogniwa jednego zdarzenia, kolejne i ściśle powiązane z sobą akty jednego dramatu. Zadaniem każdej teorii jest wzniecać twórczy niepokój i porywać. Żadna z istniejących teorii nie uczyniła tego w sposób mocniejszy, niż teoria łańcuchów bocznych. Pamiętam tę noc dla mnie przełomową, gdy przesiedziałem do rana na tym artykułem (Ehrlicha – przyp. aut.) i gdy wstawszy od książki, poczułem, że chcę być serologiem”.

Jak postanowił, tak zrobił. W Heidelbergu poznał niemieckiego lekarza, barona Emila von Dungerna, z którym wielogodzinne rozmowy, skierowały zainteresowania obu młodych badaczy na temat dziedzicznych cech krwi. I nie były to bynajmniej rozważania teoretyczne. Pierwsze badania uczeni przeprowadzili na kozach i dały one rezultaty na tyle zachęcające, by skłonić ich do dalszych poszukiwań.

„Nie mieliśmy co prawda dość kóz, ale oddział parazytologii hodował psy dla swoich doświadczeń, których nie realizował. Zaczęliśmy wstrzykiwać psom krew psów i porwała nas całkowicie realność wielkiego odkrycia. Zaczęła się praca po całych dniach i nocach. Stwierdziliśmy, że istnieją u psów określone rasy serologiczne, że cechy się dziedziczą, ze nie mogą pojawić się u potomstwa, jeśli nie było ich u rodziców, chociaż mogą zanikać. Stwierdziliśmy zasadnicze prawa, jak i kiedy mogą pojawiać się odczyny odpornościowe dla tkanek własnego gatunku i własnego ustroju” – opowiadał.

Badania te pochłonęły ich całkowicie. Ponieważ temat ten był całkowicie nowy, nie istniała jeszcze nawet terminologia, jaka można by zapisywać wyniki, Hirszfeld i Dungern stworzyli ją na własny, roboczy użytek. Wkrótce okazała się ona na tyle celna, że przyjęła się na całym świecie i używana jest powszechnie do dziś. „Nazywamy grupę, której krwinki nie zlepiają się z żadną surowicą ludzką – grupą 0, grupę częstszą w Heidelbergu – grupą A, grupę rzadszą – B. Grupa 0 ma oznaczać brak cechy A i B” – wspominał.

W ten sposób, w 1912 roku w Heidelbergu odkryte zostały podstawy nauki o grupach krwi, wkrótce zaś powstała zupełnie nowa dziedzina nauki – seroantropologia. „Musze przyznać, że nie uchylili się od tej roli” – wspominał Hirszfeld, opowiadając anegdotycznie o tym, że rolę królików doświadczalnych musieli wziąć na siebie profesorowie tutejszego uniwersytetu. Mając lat dwadzieścia osiem, Hirszfeld po raz pierwszy zmienił świat.

I wojna z epidemią

Dwa lata później wybuchła I wojna światowa i młody badacz musiał zarzucić dalsze badania nad krwią. One zresztą żyły już swoim życiem i rozwijały się w każdym zakątku świata już niezależnie od swoich odkrywców. Hirszfeld tymczasem znalazł się na froncie, gdzie prowadził własną wojnę – z kolejnymi epidemiami, które nieustannie wybuchały w okopach, przynosząc więcej ofiar niż bezpośredni ostrzał. Pierwszą, z którą musiał się zmierzyć była epidemia duru plamistego w Serbii. „Układano stosy trupów w pobliżu szpitala. Były wypadki, że przez pomyłkę kładziono na stosy trupów ludzi nieprzytomnych. Tak wyglądała rzeczywistość wojny i epidemii w Serbii w 1915 roku” – notował później. Nieco więcej pisał o swoim pobycie na Korfu, gdzie trafił w roku następnym:

„W Macedonii z początku nie było prawie duru plamistego, cholera wygasła na Korfu, natomiast pojawił się dur brzuszny, w końcu zaś lata i jesienią 1916 roku wybuchła zimnica z niebywałą siłą i tylko dlatego nie złamała frontu bałkańskiego, że po jego drugiej stronie, wojska austriackie nie mniej od niej wycierpiały. Wkrótce wyhodowałem zarazki paratyfusu A, nieznane prawie w Europie przed wojną, które przeszły najpewniej z wojskami hinduskimi, zalały na pewien czas Europę i zniknęły z niewiadomych przyczyn”. W trakcie leczenia niezliczonej ilości chorych, Hirszfeld nie zaniedbywał jednak pracy laboratoryjnej. Była to zresztą konieczność – na wiele z tych chorób brakowało lekarstw, trzeba był je więc stworzyć. I tu udało się Hirszfeldowi odnotować spore sukcesy.

„Wykryłem też nowy zarazek, który nazwałem paratyfusem C. Zawiadomiłem o tym sztaby generalne aliantów pismem poufnym, nie ogłosiłem tego od razu, tak błahe wydawało mi się wykrycie nowego zarazka wobec dziejowej burzy (…) Ten typ Anglicy nazwali moim nazwiskiem; okazało się później, że gra on dużą rolę w epidemiologii Wschodu”.

Koniec wojny zastał Hirszfelda na Bałkanach. Wspominając go, pisze o „szale radości, który ogarnął wszystkich”, o „łzach” i „rwaniu się serca do ojczyzny”. Tkwiła w tej radości spora zadra, którą odczuwali pewnie wszyscy, którzy przeżyli tamtą wojnę. Hirszfeld nie ukrywał przerażenia ujawnioną na niej stroną ludzkiej natury. „Umysł ludzki zdał egzamin tylko jako twórca narzędzi zbrodni. Jako realizator etyki współżycia człowiek okazał się niższy od troglodytów. Spotkałem po wojnie Murzyna, który wracał do Afryki. Mówił, że wraca, gdyż nie może znieść dzikości Europy. W Afryce przynajmniej mnie zjadają, gdy zabiją; tu zabijają dla przyjemności” – wspominał. I w 1919 roku, po raz pierwszy od kilkunastu lat wrócił do wolnej już Polski.

Wszystko wskazywało, że czeka go tutaj spokojne, ułożone życie. Był już wówczas naukowcem o światowej renomie, bez żadnych problemów znalazł więc i Warszawie odpowiednią dla siebie pracę – współtworzył i kierował mianowicie Państwowym Instytutem Higieny. Kontynuował też działalność naukową i dydaktyczna – habilitował się po raz drugi na Uniwersytecie Warszawskim, a na początku lat 30 XX w. został jego profesorem. Nieco wcześniej został dyrektorem Państwowego Zakładu Badania Surowic. Jednocześnie rosła jego renoma na świecie. Jak wspominał:

„W związku z moją działalnością rozwijały się niejednokrotnie ciekawe prace i spostrzeżenia. Muszę wymienić przede wszystkim ekspertyzy sądowe w związku z grupami krwi. Metodę dochodzenia ojcostwa, którą odkryłem z Dungernem, wprowadzono w tym czasie w większości państw europejskich i pozaeuropejskich, jako metodę obowiązkową w dochodzeniach tego typu. W Polsce, być może w związku z kodeksem Napoleona, który zabraniał dochodzenia ojcostwa, metoda ta nie była tak popularna, jak za granicą, ale mimo to przeszły przez moje ręce setki tych spraw”.

Niebezpieczeństwo hitleryzmu obserwował na własne oczy, wiele podróżując, a zwłaszcza utrzymując intensywne kontakty z ośrodkami naukowymi, również w Niemczech. Również w Polsce obserwował pojawianie się ruchów radykalnych, nie znalazł jednak powodu, by opuszczać kraj. Był w nim, kiedy 1 września 1939 roku, wojska Wehrmachtu przekroczyły granicę z Polską. Był w „czarny poniedziałek” 25 września, kiedy niemieckie samoloty zrzuciły na miasto 630 ton bom. „Ciemno było od dymu, domy chwiały się i waliły. Ludzie jak w obłędzie biegli od domu do domu, ze schronu do schronu. Na ulicach zabici, ranni; konie obok ludzi. Tak chyba wyglądać będzie koniec świata” – jak zanotował cztery lata później.

Przeżył wojnę, choć czekała go jeszcze katorga getta warszawskiego, podczas której leczył chorych mieszkańców. Zmarł w 1954 roku.

Wojciech Lada

Portret Ludwika Hirszfelda – zbiór – Muzeum Narodowe w Warszawie, malarz Kramsztyk Roman (1885 – 1942)

Polecane przez nas

https://ukorzeni.pl/ciekawostki/ada-lovelace-corka-lorda-byrona-i-prekursorka-cyfrowej-ery/

Polecana grupa tematyczna

https://www.facebook.com/groups/678418632976461/


Podobne artykuły

Ciekawostki

23.09.20
Jan Baranowski: Polak, który ocalił Francję przed bankructwem

Gazomierz, semafor, kasownik biletów… Jan Józef Baranowski wynalazł ok. siedemnastu urządzeń bądź systemów, bez których trudno wyobrazić sobie codzienne życie nawet w XXI wieku W 1832 roku Jan Józef Baranowski…

Ciekawostki

20.09.20
Asterix i Obeliks nad Wisłą, czyli cywilizacja Celtów

Panowali nad połową Europy, mieli nawet przyczółki w Azji. Trzymali w szachu Cesarstwo Rzymskie. Dali Europie żelazo, koło garncarskie i… poczucie piękna. Nikt nigdy nie wyjaśnił jak to się stało,…

Ciekawostki

18.09.20
Globalny fenomen ochry, czyli kolor duszy kosmosu

Pospolite tlenki metali zwane wspólnie ochrą, były pierwszym w dziejach człowieka, uniwersalnym symbolem wiary w życie pozagrobowe. Wykorzystywały go wszystkie kultury ówczesnego świata Przyjmuje się, że religia zaczęła się wtedy,…

Ciekawostki

12.09.20
Kajakiem przez morze: Wielkie ucieczki z PRL-owskiej Polski

Łodzie o sylwetce kajaka towarzyszyły ludziom dosłownie od zawsze. Wykorzystywano je w handlu, transporcie, sporcie, rekreacji… Ale nie tylko. Polakom po wojnie służyły głównie do uciekania z Polski W kwestiach…