Władcy czasu, czyli alchemia nieśmiertelności

Władcy czasu, czyli alchemia nieśmiertelności

Alchemicy byli zawieszeni między magią i nauką. Dzięki nim ta ostatnia rozwinęła się w nieprawdopodobny wręcz sposób, pierwsza zaś – przetrwała.

W potocznym rozumieniu alchemik to ktoś, kto próbuje zamienić ołów z złoto. I w zasadzie to prawda, ale tak naprawdę tylko maleńki jej kawałek. W rzeczywistości chodziło tu o wypracowanie techniki zapanowania nad czasem, a więc osiągnięcia metodami laboratoryjnymi nieśmiertelności. Ale żeby to zrozumieć, trzeba cofnąć się do bardzo odległych czasów. Takich, w których metale były żywe.

W niebie i w piekle

Unikalność metali człowiek uświadomił sobie, zalegający w ziemi pył ma cokolwiek wspólnego z metalem. Pierwsze metale z jakimi się zetknął nie były bowiem ziemskiego pochodzenia, lecz całkiem dosłownie spadły z nieba. Jak sądzono, zrzucone na Ziemię przez bogów. Były to meteoryty. Pierwotny człowiek nie odróżniał ich od kamieni. Obrabiał je w taki sam sposób, jak inne skały, tworząc z nich różne przedmioty, z tą tylko różnicą, że z racji ich niebiańskiego pochodzenia, uznawał je za święte. Do dziś jeszcze u niektórych plemion, choćby w Australii, panuje pogląd, że niebo zrobione jest z kamienia.

W tej sytuacji odkrycie wytopu metali z zalegających w ziemi rud, musiało być dla człowieka szokujące i szok ten znalazł natychmiast odbicie w mitologiach. Metal zaczął należeć jednocześnie do kategorii przedmiotów sfery Nieba i Podziemia, podobnie jak kowale – którzy stali w ówczesnej wyobraźni postaciami jednocześnie boskimi i demonicznymi. Dość wspomnieć najsłynniejszego mitologicznego kowala – Hefajstosa – który bywał na Olimpie, ale swoją kuźnię miał w podziemiach Etny. Jest niezwykłe, że takie postrzeganie metali i kowali miało zasięg globalny i rozciągało się od lodów Syberii i Skandynawii, po pustynie Afryki.

Odkrycie metalu

Ze świętości metalu wynikało proste skojarzenie – tak naprawdę metale są organizmami żywymi, które w postaci rudy dojrzewają we wnętrznościach Matki Ziemi, na dokładnie tej samej zasadzie, jak ludzki embrion dojrzewa w łonie matki. Jego ostateczną, dojrzałą formą był najdoskonalszy z metali, czyli złoto. Zdawano sobie jednak sprawę z tego, że do osiągnięcia dojrzałości ruda potrzebuje niezwykle długiego czasu. I stąd właśnie alchemiczne próby laboratoryjnej zamiany ołowiu w złoto. Nie dla bogactwa, lecz po to, by nauczyć się panować nad czasem. Skracać go, wydłużać, nadawać mu dowolny kierunek. Założono, że jeśli uda się poznać techniki zamiany zwykłego metalu w złoto, będzie to podstawowy krok na drodze do osiągnięcia celu ostatecznego, czyli nieśmiertelności.

„Dzięki swoim umiejętnościom, człowiek wchodzi w miejsce czasu, jego praca zastępuje dzieło czasu. Uczy się współdziałać z naturą, coraz bardziej przyspieszać rytm, w którym ona tworzy, zmieniać właściwości materii” – podsumowywał Mircea Eliade.

Z kuźni do laboratorium

Alchemia pojawiła się niezależnie od siebie w różnych miejscach świata. Z całą pewnością znajdujemy ją w starożytnym Egipcie, gdzie wyrosła by może z zaawansowanych technik balsamowania ciał faraonów, ale równolegle rozkwitała też w Babilonii, trudno więc ustalić kolejność. A niewiele później działania alchemiczne da się odnotować także w Azji, a konkretnie w Chinach i Indiach. Właśnie w azjatyckiej alchemii najwyraźniej widać, jak bardzo związana była ona z pradawną magią kowalską. „Taoizm od razu zwrócił się z sympatią, a nawet żarliwością ku przedstawicielom tradycji. To właśnie mają na myśli badacze mówiący o fascynacji taoizmu >ludowymi przesądami”: technikami dietetycznymi, gimnastycznymi, choreograficznymi, oddechowymi, praktykami ekstatycznymi, magicznymi, szamanistycznymi, spirytystycznymi itd.” – zauważał Eliade.

Nadzy naukowcy

Wszędzie alchemicy byli jednocześnie magami i naukowcami. Z jednej strony ich działania polegały na mieszaniu odczynników chemicznych i tworzeniu z nich nowej jakości – czym niezwykle przyczynki się do rozwoju chemii, fizyki i farmakologii – z drugiej jednak wszystkim ich działaniom towarzyszyły czynności rytualne, a większość wykorzystywanych receptur miała zakorzenienie w dawnych praktykach magicznych. To ostatnie nawiasem mówiąc bardzo przyczyniło się do przetrwania magicznych koncepcji różnych stron świata do dziś.

Ciekawi świata i praw rządzących naturą wchłaniali je bowiem i przekazywali sobie nawzajem. Kiedy mijała starożytność i nastawała era niechętnego alchemii chrześcijaństwa, udało jej się przetrwać w krajach arabskich. Nie tylko zresztą przetrwać, ale też znacznie wzbogacić. Taki np. Geber, do tradycyjnych czterech żywiołów: ziemi, wody, powietrza i ognia, dodał dwa kolejne – rtęć i siarkę, z których zbudowane są metale. Alchemikiem był też słynny filozof Awicenna. Wzbogacona o elementy nauki i magii arabskiej, alchemia znów trafiła do Europy w okresie Renesansu i był to złoty okres jej rozwoju.

Odkrycie tlenu

Kościół patrzył na alchemików niechętnym okiem, posądzał ich o konszachty z diabłem, musiało też irytować kler to, że usiłowali ingerować w boski porządek. Ale nie dało się ukryć, że należeli oni do najlepiej wykształconych ludzi epoki, a ich osiągnięcia na polu medycyny i astrologii były niepodważalne. W XV i XVI wieku alchemicy stanowili elitę na wszystkich europejskich dworach, zabiegali o nich monarchowie i książęta – hojnie sponsorując badania. Także w Polsce, gdzie na dworze Zygmunta III Wazy przebywał niejaki Michał Sędziwój.

Był umysłem olbrzymim. Studiował w Cambridge i na kilku uniwersytetach w Niemczech, a w poszukiwaniach tajemnej wiedzy alchemicznej podróżował po Rosji, Anglii, półwyspie Iberyjskim i wszystkich krajach niemieckojęzycznych. Był postacią na tyle znaną, że cesarz Rudolf zaprosił go na swój dwór w Pradze. Jest to o tyle niezwykłe, że Mikołaj był mieszczaninem, a szlachectwo otrzymał dopiero w roku 1600, a więc w wieku 34 lat.

Nowe światło

Odkrycie tlenu

Nie wiadomo w jakich dokładnie okolicznościach, ale nieco wcześniej znajdował się już na dworze Zygmunta III Wazy. O jego znaczeniu wiele mówi choćby to, że jego najgłośniejsze dzieło „Nowe światło chemiczne” na przestrzeni stu pięćdziesięciu lat, doczekało się ponad pięćdziesięciu wydań, a miał je w swojej bibliotece m.in. Izaak Newton. Ze wszystkich żywiołów, Michała interesowało przede wszystkim powietrze, w którym – jak przekonywał – ukryty jest pokarm życia. Tym sposobem, badając ten fakt, polski alchemik jako pierwszy odkrył tlen, a ustalenie tego faktu wpłynęło na współczesną teorię spalania.

W XVII wieku alchemia zaczęła zanikać, ale tak naprawdę zniknął tylko jej magiczno-rytualny aspekt, pozostawiając czystą już naukę. Bez dorobku setek lat pracy alchemików nie byłoby to jednak możliwe. Inaczej mówiąc, gdyby nie marzenie o nieśmiertelności i próby zapanowania nad czasem, współczesna wiedza ludzka byłaby dziś nieporównywalnie uboższa, a świat zupełnie inny. Nieśmiertelności może nie osiągnęli, ale to m.in. dzięki alchemikom człowiek żyje dziś średnio dwa razy dłużej niż w czasach Sędziwoja. A jeśli jest ciekawy świata, to dzięki alchemikom może zdobyć dziś całkiem sporą wiedzę o magii, która przetrwała również dzięki nim.

Wojciech Lada

facebook grupa tematyczna
bner akultyzm

Czytaj także:

Manicheizm, czyli ludzie o dwóch duszach

Santeria. Afrykański kult, który wchłonął chrześcijaństwo

Inicjacja szamana, czyli dlaczego szaman musi umrzeć

baner liczba 666

Najnowsze: