Syberyjski smog i milionowe armie komarów w pozornie czystej krainie

Syberyjski smog i milionowe armie komarów w pozornie czystej krainie

Może wydać się to dziwne, ale na pustej, mroźnej i pozbawionej praktycznie przemysłu Syberii, do najczęściej występujących chorób należały różne schorzenia wzroku i płuc.

Dziwne? Możliwe, chociaż… W pierwszym przypadku nie jest to może aż tak zaskakujące – słońce odbijające się w miliardach kryształków lodu czy śniegu, nawet w Europie potrafi oślepić, cóż dopiero w klimacie arktycznym. Co jednak w tych przestrzeniach czystego powietrza może szkodzić płucom? Okazuje się, ze zabójczy jest w tym przypadku dym. Syberyjski smog. Wbrew powszechnemu wyobrażeniu był na Syberii wszechobecny. Paleniska umieszczone były pośrodku jurt i mimo pozostawienia w dachu odpowiedniego otworu, rozchodził się po wnętrzu.

Syberyjski smog?

A ogniska paliły się bez przerwy. Zimą z powodów grzewczych i kulinarnych, latem zaś, również kulinarnych, ale przede wszystkim, dezynfekcyjnych i tak pojawił się syberyjski smog. Kilka letnich tygodni, oznacza bowiem na Syberii zmaganie się z miliardowymi armiami komarów. Nie trudno sobie to wyobrazić.

Podmokłe tereny rajem dla komarów

„Latem komarów miliony. Bez siatki nie sposób chodzić i okna odmykać” – skarżył się w liście do siostry nawet tak twardy i zimny rewolucjonista, jak Feliks Dzierżyński. Wacław Sieroszewski z kolei przekonywał, że ich wszechobecność miała wpływ na dosłownie każdy aspekt życia tubylców i zesłańców.

A nawet zwierząt i to zarówno dzikich – stada reniferów w okresie lęgowym komarów odbywają migracje na tereny wyżej położone, gdzie jest mniejsza wilgoć i wieje stale wiatr, jak i hodowlanych.

„Bydło też nie je, nie śpi, lecz chowa się w dymie, wychudłe i strasznie podrażnione. Komary bezwarunkowo są w stanie udusić i zagryźć człowieka, który by w lecie utracił możliwość rozniecenia ognia” – pisał zesłaniec.

Tamtejsze komary zasadniczo nie różnią się niczym od polskich. Ich jad nie uczula i nie zabija – przekonuje Tadeusz Zatwarnicki z Uniwersytetu Opolskiego. Profesor nie ma jednak zastrzeżeń do podawanych przez Sieroszewskiego ilości owadów.

Zauważa, że wieczna zmarzlina powoduje, iż w lecie cały ten teren staje się podmokły. Wierzchnia warstwa wytopionej z lodu wody nie ma gdzie wsiąkać. Komary zaś mają bardzo mało czasu na rozmnażanie – stąd ich ilość i agresywność. Przyroda dała im mniej czasu.

I stąd też wszechobecność na Syberii chorób oczu i płuc. Tym większa, że oprócz pieców i palenisk w domach i jurtach, w miastach instalowane były tzw. dymokury, czyli specjalnie naczynia ustawiane na zewnątrz, z których dym pokrywał gęstą mgłą całe syberyjskie miasteczka.

Wojciech Lada

nasza grupa tematyczna

Najnowsze: