Reggae, czyli duchowa podróż do Afryki

Reggae, czyli duchowa podróż do Afryki

Bob Marley zmarł w 1981 roku i był to jego wybór. Bez większego problemu mógł się uratować

Cierpiał co prawda na nowotwór, ale był to rak palca u nogi – amputacja nie byłaby zapewne bardzo dotkliwa. Marley jednak nie godził się na nią, lekarzy nazywał oszustami i był święcie przekonany, że uleczy go cesarz Etiopii, Hajle Sellasje. Nie mógł się poddać operacji, bo był rastafarianinem, a oni nie pozwalali dzielić ciała na kawałki. Pozostał więc w całości, ale martwy. Zmarł w wieku zaledwie trzydzieści sześciu lat. Reggae, czyli duchowa podróż do Afryki.

Wszystko zaczęło się w latach 90. XIX wieku na Jamajce. Przyszedł wówczas na świat niejaki Marcus Mosiah Garvey – jeden z jedenaściorga dzieci ubogiego drukarza. Należeli oni do potomków tzw. moronów, czyli czarnoskórych niewolników, uwolnionych w XVII wieku przez hiszpańskich plantatorów, którzy schronili się w niedostępnych rejonach Jamajki. Kiedy dorósł, przez kilka lat podróżował po Ameryce Południowej, przez pewien czas mieszkał też w Londynie. Wszędzie tam nasiąkał ideami socjalistyczni, angażował się w kwestie praw robotniczych, przy czym w jego przypadku socjalizm łączył się w kwestiami rasowymi. Kiedy wrócił na Jamajkę, postanowił walczyć o prawa jej ciemnoskórych mieszkańców. Już po tygodniu założył organizacje Universal Negro Improvement and Conservation Association oraz African Communities League, których celem było stworzenie alternatywnego systemu kształcenia dla czarnych. Rzecz ciekawa – czarni nie byli tym zupełnie zainteresowani i paradoksalnie jedynymi osobami, które go wspierały był burmistrz Kingston i katolicki biskup, obaj – jak zauważał biograf Marleya, Timothy White – „zupełnie biali”.

Zniechęcony Garvey wyjechał więc do USA i dopiero tu, w Harlemie, znalazł podatny grunt dla swojej idei. Wkrótce założona przez niego organizacja Universal Negro Improvement Association liczyło blisko dwa miliony członków, posiadało swoje gazety i organizował spektakularne marsze ulicami Nowego Jorku. Garvey okazał się doskonałym trybunem ludowym. Jego przemówienia porywały tłumy, a hasła przyznania równych praw ciemnoskórym mieszkańcom zyskiwały coraz szerszy poklask. Nie do końca wiadomo kiedy, ale z czasem w jego przemówieniach pojawiły się elementy mistyczne, a one same zaczęły przypominać kazania wędrownych kaznodziejów. Zasadniczo miały one charakter chrześcijański, ale było to chrześcijaństwo z wyraźnie afrykańskim odcieniem, w którym rolę Ziemi Obiecanej odgrywała Etiopia – jako kolebka cywilizacji i miejsce narodzin Mesjasza – a Zbawiciela, cesarz Etiopii, Hajle Sellasje. Na to ostatnie miał zapewne wpływ sam cesarz, jego pełny tytuł bowiem Zwycięski Lew Plemienia Judy. Wybraniec Boży, jego przybrane imię Siłę Świętej Trójcy, a on sam przekonywał wszystkich, iż pochodzi bezpośrednio od króla Salomona. Nic też dziwnego, że karmieni takimi faktami wyznawcy Garveya, a także on sam, uznali koronację Hajle Sellasje za spełnienie przepowiedni zbawienia.

Prawdziwy jednak przełom przyniósł rok 1917, kiedy ukazała się książka „Holy Piby, Biblia Czarnego Człowieka”, napisana przez Roberta Athlyi Rogersa. Na gruncie przygotowanym przez kazania Garveya, jej popularność rosła w niezwykłym tempie – głównie w czarnych slumsach USA i oczywiście na Jamajce, gdzie stała się nieformalną religią narodową. Chociaż „Holy Piby” nie formułowała zasad kultu – była w zasadzie przeróbką Biblii tyle, że z rasą czarną jako wiodącą na świecie i mającą w przyszłości dominować nad wszelkim stworzeniem – wkrótce zaroiło się od samozwańczych proroków nowej religii. I to właśnie oni ułożyli jej zasady.

Po pierwsze – należało powstrzymać się przed piciem alkoholu, paleniem tytoniu, jedzeniem mięsa, w tym także niektórych gatunków ryb oraz innych stworzeń morskich, a nawet przypraw, w tym soli. Po drugie – nie zezwalano na żadną ingerencję w ciało, przy czym cytowali Księgę Kapłańską, w której zapisano: „Nie będą odsłaniać skóry głowy, nie będą golić brody, jak też nie powinni pozbawiać się żadnego kawałka ciała”. Stąd właśnie rastafarianie wkrótce porośli charakterystycznymi dreadami, stąd też Bob Marley nie pozwalał amputować sobie palca. Po trzecie wreszcie – należało palić zioło ganja, określane jako zioło mądrości. Na to też mieli biblijny cytat, tym razem z psalmu: „Każesz rosnąć trawie dla bydła i ziołom dla człowieka, przynosząc ćwierć pożywienia z ziemi”. Wierzono, że ci, którzy skwapliwie będą wypełniać te przykazania, pewnego dnia powrócą do Etiopii. Tymczasem należało jak najbardziej zdystansować się od współczesnego świata, który określano jako Babilon – miejsce zniewolenia ducha.

Wtedy jednak jeszcze rastafarianizm nie miał nic wspólnego z muzyką reggae, która wówczas po prostu nie istniała. Przez wiele dziesięcioleci najbardziej charakterystycznym dla Karaibów stylem było calypso, które dopiero po II wojnie światowej zaczęła wypierać z Jamajki brzmienia amerykańskie. Coraz więcej słuchano tu czarnego bluesa i jazzu, wkrótce tworząc lokalną wersję tych nurtów, czyli ska. Mniej więcej w 1966 roku dość spokojne i jazzujące ska nabrało wigoru pod wpływem młodszego pokolenia słuchającego już nie korzennego bluesa, lecz soulu i funky. Narodził się gatunek rock steady – ulubiona muzyka Boba Marleya, który, o czym nikt zdaje się dziś nie pamiętać, był wielkim fanem Jamesa Browna. „My kochaliśmy Jamesa Browna i wasze funkowe klimaty. Szukaliśmy skarbów w wielkiej, amerykańskiej szafie muzycznej. Nie chcieliśmy grać już w wolnym tempie ska” – mówił w wywiadzie z 1975 roku.

Wbrew powszechnej opinii to jednak nie Marley stworzył reggae. Powstawało ono na drodze powolnej ewolucji, gdzieś od początku lat 70., powoli do jego brzmienia wkradały się elementy rytualnych rytmów afrykańskich plemion i oczywiście rastafarianizm. Najważniejszymi postaciami tego wczesnego okresu byli Black Uhuru, The Abissynians, Inner Circle czy Israel Vibrations, ale faktycznie to Bob Marley, grający wówczas w składzie The Wailers był tym, który wprowadził reggae do kanonu światowej popkultury. Kiedy umierał w 1981 roku był jedną z największych gwiazd w skali globalnej, a reggae tak naprawdę dopiero zaczynał swój triumfalny marsz – przez wszystkie kontynenty, ale zawsze w stronę Afryki.

Reggae czyli duchowa podróż przez świat muzyki.

Wojciech Lada

Polecane przez nas

https://ukorzeni.pl/ciekawostki-2/botswana-to-kraj-gdzie-tworzy-sie-i-slucha-wylacznie-metalu/

Polecana grupa tematyczna

https://www.facebook.com/groups/549146312603349/


Podobne artykuły

Ciekawostki

18.03.20
Ospa 1963: jak po mistrzowsku zwalczono epidemię

Dwadzieścia pięć dni wystarczyło Polakom, by skutecznie zwalczyć epidemię ospy. Wybuchła ona w 1963 roku we Wrocławiu Początkowo nikt nie wiedział, co to za choroba. Na większą skalę nie występowała…

Ciekawostki

17.03.20
Kto ma najlepszy rapowy wehikuł czasu? Ed Piskor! Wsiadać!

Jak najprzyjemniej uczyć się o korzeniach hip-hopu? Świetnie narysowana, z humorem opowiedziana „Hip-hop genealogia” przychodzi z pomocą. Właśnie ukazała się u nas trzecia część nagradzanego komiksu. Jeżeli nadal nie jesteście…

Ciekawostki

15.03.20
Czarna śmierć, czyli zaskakujące skutki dawnych pandemii

W dawnych wiekach epidemie uznawano za przejaw gniewu bożego, usiłowano więc powstrzymać je głównie modlitwą. Kuracja ta kończyła się zazwyczaj śmiercią nawet połowy populacji kontynentu W 1543 roku niejaki Maciej…

Ciekawostki

09.03.20
Soja – lekarstwo dla ziemi i składnik diet na całym świecie

Soja jest dziś nieodzownym składnikiem diety wegetariańskiej i wegańskiej na całym świecie Ale choć w Azji korzystano z niej co najmniej od XV wieku p.n.e., w kręgu cywilizacji zachodniej jest…