Ofiara i orgia, czyli jak zabić, by wszystko odrodzić

Ofiara i orgia, czyli jak zabić, by wszystko odrodzić

W świecie popkultury – w komiksach, czasem filmach – pojawia się motyw starożytnych świątyń, których schody skąpane są we krwi dziesiątków przyprowadzanych do ołtarza ofiar.

Przy ołtarzu zaś, kapłan z długim sztyletem czeka tylko, by wbić go w pierś kolejnego nieszczęśnika, by jego życie ofiarować temu, czy innemu bogowi. Prawda jest jednak taka, że prawdopodobnie ofiar z ludzi nie składano masowo – choć być może mogły wydarzać się takie przypadki po kolejnych wojnach. Prawda jest jednak również taka, że ofiary z ludzi istotnie były składane zapewne na całym obszarze zamieszkałym przez ludzkie cywilizacje, a ślady tych praktyk zachowały się do dziś. Także w Polsce. Ofiara i orgia, czyli jak zabić, by wszystko odrodzić.

Dzieci kukurydzy

Bodaj najbardziej znany przykład ofiar z ludzi znamy z obszarów dzisiejszego Meksyku, gdzie w dawnych stuleciach kwitła wysoko rozwinięta kultura Azteków. Podstawą ich wyżywienia była kukurydza i to z nią właśnie owe ofiary były związane. Otóż kiedy roślina kiełkowała, ludzie udawali się na pole w poszukiwaniu „boga kukurydzy”, czy jakiejś szczególnie okazałej sadzonki, którą następnie zanoszono do świątyni, odpowiednio przystrajano i ustawiano w widocznym miejscu. Wieczorem do świątyni przychodziły dziewczęta z zebranymi przez siebie kłosami. Co ważne, podzielone były one na grupy wiekowe: dziewczynki, dojrzewające dziewczyny i kobiety dorosłe, co miało symbolizować etapy rozwoju rośliny.

Ścinanie głów

W tym momencie krew jeszcze nie płynęła. Miało to miejsce dopiero trzy miesiące później, kiedy kukurydza dojrzewała, ścinano głowę młodej dziewczynie, będącej personifikacją bogini Szilonem – czyli myśląc kategoriami Azteków, ścinano głowę samej bogini. Sześćdziesiąt dni później, ścinano głowę starszej kobiecie, uosabiającą z kolej boginię Toczi. O ile Szilonem była boginią kukurydzy wzrastającej, Toczi opiekowała się kukurydzą zebraną już z pola. W jej przypadku rytuał ciągnął się dalej i istotnie był dość upiorny. Z martwej kobiety mianowicie natychmiast ściągano skórę, w którą ubierał się jeden z kapłanów, inny zaś – przypadkowo wybrany członek społeczności robił sobie z niej maskę. Przez kilka kolejnych tygodni opiekowano się nim jak kobietą w ciąży, a następnie, po serii obrzędów, wypędzano z miasta obrzucając kamieniami i czymkolwiek popadło. Symbolicznie patrząc, wcielona Toczi brała na siebie grzechy społeczności i „zbawiała ją odchodząc”.

Dziki seks z ćwiartowaniem w tle

Jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, ofiary z ludzi zawsze wiązały się z kultami płodności i stąd można założyć, że miały bardzo pierwotne, archaiczne korzenie. Ofiara – we wszystkich znanych nam przypadkach dobrowolna – była wcieleniem bogini płodności, a umrzeć musiała tylko po to, by narodzić się ponownie. Było to cokolwiek przerażające odwzorowanie cyklów wegetacji roślin – w dojrzałym wieku muszą one umrzeć, by z ich nasion narodziło się nowe życie. Dlatego też, obrzędom tym towarzyszyły często dzikie, rytualne orgie, odbywające się na polach – choć w erotycznym uniesieniu robiono to zapewne gdzie popadło.

Symbolika rytuałów

Aztekowie nie byli rzecz jasna jedynym ludem, który oddawał się podobnym praktykom. Choć faktycznie ich rytuały miały bodaj najbardziej złożoną symbolikę. Aż do połowy XIX wieku praktykom takim oddawali się członkowie plemienia Khondów zamieszkałych w Bengalu. W ich przypadku ofiara nazywała się Meriah i zazwyczaj była dzieckiem rodziców, którzy też ponieśli śmierć ofiarowani bogini. Meriah żył zazwyczaj dość długo, zakładał rodzinę, otrzymywał od społeczności ziemię i zyskiwał specjalne względy. Kiedy przyszedł moment złożenia ofiary, obcinano jej włosy i prowadzono na miejsce kaźni, gdzie smarowano ją masłem i kurkumą, dekorowano też kwiatami. Z pewnością w tym już momencie traktowano ją jak wcielone bóstwo, bo w trakcie pochodu ludzie za wszelką cenę usiłowali ją dotknąć, wpadając przy tym często w religijną ekstazę.

Koniec był jednak dramatyczny. W najlepszym razie ofiarę odurzano, a następnie łamano jej kości lub duszono, inny scenariusz przewidywał jednak spalenie na powolnym ogniu. I tu następowała „niedająca się opisać orgia” – jak określał to Mircea Eliade, a następnie ciało ofiary ćwiartowano a kawał rozdawano wszystkim świadkom ceremonii. Podobne zachowania, czyli ćwiartowane i rozdawanie szczątków, lub zakopywanie ich na polach było – jak pisał w swojej „Złotej gałęzi” James Frazer – praktykowanie powszechnie u ludów Ameryki Południowej i w niektórych plemionach afrykańskich. Również Frazer zauważał, że kiedy brytyjskie władze kolonialne zakazały tych praktyk w XIX wieku, ofiary ludzkie zastępowały często zwierzęta.

Pierwotne zabójstwo

Nie da się wykluczyć, że rytualnie mordowano również jeńców pojmanych w wojnach, ale jest to raczej mało prawdopodobne. Bogowie/Boginie płodności były zazwyczaj jednocześnie bogami/boginiami płodności, więc rytuał wyglądał mniej więcej jak pisano to powyżej. Wbrew pozorom nie należy traktować tych rytów jako przejawów zdziczenia. Zazwyczaj miały one miejsce w cywilizacjach o wysokiej kulturze – da się zresztą znaleźć sporo zbieżności między śmiercią archaicznych bogów po to by dać nowe życie, a śmiercią dla wiecznego życia Chrystusa.

Chrześcijaństwo nie powstawało w próżni i są w nich obecne również szczątki pierwotnych wierzeń. „Mit kosmogeniczny zawiera w sobie moment śmierci rytualnej pierwotnego praolbrzyma, z którego ciała powstały światy, wyrosły trawy itd. Ofiara z ludzi w celu odrodzenia siły, która ujawnia się w płodach, jest tylko powtórzeniem aktu, który dał życie ziarnom” – czytamy w „Traktacie o historii religii”. Przed setkami lat ludzie myśleli magicznie. Każdy rytuał był po prostu powtórzeniem wydarzenia, które rozegrało się w świecie bogów „u zarania czasu”.

Śmierć w kukurydzy

Nawiasem mówiąc te wyobrażenia są niezwykle wrośnięte nawet w dzisiejszą świadomość. Jak wiele współczesnych horrorów rozgrywa się na kukurydzianych polach, w których labiryntach gubią się bohaterowie i tam spotyka ich śmierć? Dość wspomnieć choćby „Dzieci kukurydzy”, czy doskonały serial „Carnivale”. Ale śladów ofiar z ludzi składanych w rytuałach płodności nie trzeba szukać aż tak daleko. Na Pomorzu śpiewano np. w okresie żniw piosenkę: „Jesteśmy gotowi do żniwa na łanie/Kosy naostrzone, będziesz zżęty, panie”. A w okolicach Szczecina podobnie: „Zetniemy cię, panie naszymi kosami nagimi,/którymi ścinamy nasze pola i łany”.

Kto więc wie. Może w dawnych wiekach gdzieś na Kaszubach, Kociewiu czy Warmii rozgrywały się akty podobne do tych azteckich? Wykluczyć się nie da.

Wojciech Lada

nasza grupa tematyczna
baner viagra z węża
baner liczba 666

Najnowsze: