Nadzy asceci, czyli skąd wzięło się zero

Nadzy asceci, czyli skąd wzięło się zero

Cyfry arabskie wymyślili nie Arabowie, lecz Hindusi. To właśnie działająca w Indiach potężna sekta dżinistów po raz pierwszy zaczęła posługiwać się symbolem niczego, czyli zerem.

Mahavira żył dokładnie wtedy, kiedy Budda, miał podobną biografię, bywał w tych samych kręgach, ale podobno nie przepadali za sobą. „Nie wiemy dlaczego Budda zdecydował się unikać swojego najpoważniejszego rywala, jedynego, który stworzył wspólnotę religijną trwającą do dziś” – pisał Mircea Eliade, sugerując jednocześnie, że w grę wchodziła tu różnica temperamentów. Być może jednak chodziło też o nagość – Budda wyrzekł się może świata, ale nie ubrania. Mahavira tymczasem kilkadziesiąt ostatnich lat swojego życia spędził zupełnie goły, „ubrany tylko w przestrzeń” – jak dyplomatycznie ujmują to współczesne mu teksty. Nadzy asceci, czyli skąd wzięło się zero?

Na czczo do nieba

Tak naprawdę doktryny obu świętych ascetów były dość podobne, choć Mahavira był nieco bardziej radykalny. Czasem zresztą w sposób mocno paradoksalny. Uznawał np. panpsychizm, czyli wierzył, że dokładnie wszystko na świecie ma swoją duszę i dlatego jego uczniom nie wolno było chodzić po zmroku – by nie rozdeptać jakiegoś mikroskopijnego żyjątka. Jednocześnie jednak za zjawisko bardzo pozytywne i zalecane, uznawał śmierć człowieka przez zagłodzenie się. Dżinizm – jak nazwano stworzony przez niego ascetyczny ruch religijny, bardzo szybko zyskał w VI wieku olbrzymią popularność, a liczba jego uczniów sięgała dziesiątków tysięcy. I uczennic, bo Mahavira jak na swoje czasy był niezwykle liberalny w kwestiach płciowych i szacuje się, że liczba kobiet była w szeregach dżinistów nawet trzykrotnie większa niż mężczyzn.

Od ciekawości do pustki

„Naukę Mahaviry zdaje się cechować szczególna ciekawość wobec struktur natury oraz pasja do klasyfikacji i liczb” – tłumaczył dalej Eliade. I właśnie to ostatnie sprawiło, że to w starożytnych Indiach, a nie gdziekolwiek indziej na świecie, po raz pierwszy pojawiło się zero. Sama potrzeba istnienia liczby oznaczającej nic istniała co prawda wcześniej, ale było to kwestią raczej filozofii niż matematyki. „Czy może istnieć coś, co jest niczym” –pytali myśliciele Sumeru, Babilonii, czy współcześni Mahavirze Grecy.

Nadzy asceci, czyli skąd wzięło się zero

Dopiero jednak w środowisku uczniów Mahaviry, zero stało się naturalną częścią rachunkowości, podobnie zresztą jak cały system dziesięciu cyfr – od 0 do 9 – za pomocą których da się zapisać dokładnie każdą liczbę. Po raz pierwszy pomysł ten opublikowano w piątek 25 sierpnia 458 roku (tak dokładną datę znamy z precyzyjnych danych astronomicznych) w traktacie „Lokavibhaaga”, zaś jego popularność utwierdził kilkadziesiąt lat później podręcznik „Brahmasphutasiddhanta”, napisany przez astronoma Brahmaguptę. W jego czasach wykorzystywanie zera – nazywanego „śuunva”, czyli pusty – musiało być już jednak w Indiach powszechne.

Kariera zera

Kariera zera była poza Europą błyskawiczna. Najpierw przyjęto je w Chinach i w Kambodży, znacznie później przejęli je Arabowie, nadając mu dzisiejszą nazwę „sifr” – co jest zresztą prostym tłumaczeniem nazwy hinduskiej. Stąd już zero dotarło do Europy, choć przyjmowano je bardzo powoli i nieufnie. W epoce krucjat Europejczycy zasadniczo bardziej byli zajęci masakrowaniem Arabów niż uczeniem się czegoś z ich wielokrotnie wyższej niż europejska kultury.

Jako pierwszy wprowadzał to pojęcie jeden z tęższych umysłów na tronie papieskim, Gerbert z Aurillac, czyli Sylwester II – to ten sam, który wspierał chrystianizację Polski za Bolesława Chrobrego i miał wpływ na kanonizację św. Wojciecha. Z zerem poszło mu jednak gorzej niż z dzikimi wówczas ludami północy. Dwieście lat później zero pojawiło się w podręczniku Leonardo Fabinacciego – wybitnego matematyka z Pizy, kształcącego się jednak na Bliskim Wschodzie. Na swoje rozpowszechnienie musiało czekać zero jeszcze wiele dziesiątków lat, do epoki zaawansowanego renesansu, ok. 1500 roku.

Nadzy asceci, czyli jak policzyć wieczność

To tak długo, że zapomniano już w hinduskich korzeniach zera i innych używanych do dziś liczb, i wprowadzono je pod nazwą cyfr arabskich. Tymczasem powstały one z złotym okresie rozwoju kultury indyjskiej, tzw. epoce Guptów. Kwitło wtedy wszystko – od handlu po astronomię, od poezji po niesłychanie rozbudowane systemy religijne.

I to właśnie w ramach tych ostatnich, grupy wychudzonych, nagich dziwaków, ogarniętych obsesją policzenia wszechświata, wymyśliły zero. Dochodząc do słusznego wniosku, że w doskonałym systemie wszechświata musi znaleźć się też miejsce na pustkę. „Świat nie zginie, gdyż według doktryny dżinijskiej wszechświat jest niezniszczalny. A niezniszczalny właśnie dlatego, że jest nieskończony zarówno w czasie jak i przestrzeni. Dżiniści podjęli zatem swoje zdumiewające rozważania w dążeniu do zakreślenia ram tego nieuchwytnego świata, tkwiącego w nieograniczoności i w wieczności; stworzyli naukę odzwierciedlającą ich sposób myślenia” – pisał z zachwytem Georges Ifrah.

Wojciech Lada

nasza grupa tematyczna
baner korzenie antysemityzmu

Najnowsze: