Kwestia konia, czyli kto wymyślił wojnę?

Kwestia konia, czyli kto wymyślił wojnę?

Przemoc istniała od zawsze, ale wojny pojawiły się w konkretnym momencie historycznym. Jakieś 6 tysięcy lat temu, przywieźli je ze sobą konni wojownicy ze Wschodu

Najpierw zaczął bardzo zmieniać się krajobraz. Jeśli jeszcze 10 tysięcy lat temu cała Europa porośnięta była gęstym borem, z zaledwie niewielkimi, wykarczowanymi pod osadnictwo prześwitami, w których hodowano pszenicę, jęczmień, proso, soczewicę, groch, len i mak, to już dwa, trzy tysiące lat później sytuacja zaczęła się gwałtownie zmieniać. „Gwałtownie” – w perspektywie historycznej, bo proces rozciągnięty był na wiele stuleci. Faktycznie jednak gdzieś w VI tysiącleciu p.n.e. lasy wyraźnie się przerzedziły, deszcze spłukiwały wierzchnie warstwy lessu, na gęsto zadrzewionej powierzchni kontynentu zaczęły pojawiać się tereny stepowe.

Nie był to proces naturalny. Od pewnego momentu ówczesne społeczności rolnicze pozyskiwały po prostu nowe tereny pod zasiewy, poprzez wypalanie lasów na coraz większą skalę. Uzyskany po takim pożarze popiół wykorzystywano jako nawóz, co dodatkowo zwiększało wydajność upraw. Większa ilość jedzenia powodowała rozrost społeczności, co znów wpływało na konieczność pozyskania nowych terenów. I tym sposobem człowiek rozpoczął swoją pierwszą wielką walkę z przyrodą. Ale nic nie dzieje się bezkarnie. Nowe przestrzenie zaczęły zwracać uwagę innych ludzi. Nie uprawiali oni roli, lecz hodowlę. Nie tworzyli trwałych osad, lecz prowadzili życie koczownicze, nieustannie przemieszczając się w poszukiwaniu pastwisk. Pozostawiali po sobie charakterystyczne kurhany pod którymi grzebali swoich zmarłych. A często też zgliszcza, bo napady i rabunki na osady rolnicze były w tej kulturze normą. Pochodzili z rozległych terenów dzisiejszej Rosji i na przestrzeni IV tysiąclecia opanowali niemal całą Europę. Byli to Indoeuropejczycy – przodkowie późniejszych Germanów, Celtów, Bałtów, ale też nas, Słowian. Przynieśli kontynentowi przede wszystkim wojnę i właściwie nic poza nią.

Pierwsza broń

Jak pisał dobre pół wieku temu archeolog John Douglas Clark: „Już dawno stwierdzono, że końcowa faza neolitu była okresem niepokojów w całej umiarkowanej strefie Europy; na miejscu spokojnych rolników (…) znajdziemy wojowników, niektórych wyposażonych w czekany bojowe, innych uzbrojonych w łuki, lecz wszystkich zajętych handlem , wojną i podbojem, poruszających się czasami bardzo szybko, zajmujących się bardziej pasterstwem i łupiestwem niż uprawą roli i stanowiących prawdziwą plagę dla ludności rolniczej, na której treny wkroczyli”.

Clark zwrócił uwagę na dwie ważne cechy. Broń i szybkość poruszania się. Tę ostatnią zapewniło Indoeuropejczykom udomowienie konia w VI tysiącleciu p.n.e., co radykalnie zmieni ludzkie możliwości przemieszczania się. To właśnie koń stanie się symbolem całej nowej kultury, sposobu życia, struktury społecznej i jego pozycja pod tym względem nie zmieni się zasadniczo do XX wieku. Równie ważna była jednak kwestia broni. Otóż tego rodzaju narzędzia wcześniej nie istniały. Owszem, istniały łuki, pałki, różnej długości włócznie – ale były one wykorzystywane do polowań i nawet jeśli czasem jakiś człowiek zabił nimi drugiego człowieka, to z pewnością ich przeznaczenie nie było pierwotnie bojowe. Na tej zasadzie jak dzisiejsze noże kuchenne – można nimi zabić nie mniej skutecznie niż nożem wojskowym, ale nie w tym je wyprodukowano. Tymczasem wspomniane czekany, a właściwie topory bojowe były pierwszą w dziejach bronią czysto wojenną.

I nie ma wątpliwości, że plemiona indoeuropejskie bardzo sprawnie się nią posługiwały. Neolityczne społeczności w zasadzie nie znały zjawiska osady obronnej. Nikt wcześniej nie stawiał murów, płotów, ani nie usypywał wałów, bo nie było takiej potrzeby. Gęstość zaludnienia była tak niewielka, że przypadkowe spotkanie członka innego plemienia było minimalne, a zagrożenie mogły stanowić najwyżej dzikie zwierzęta – z nimi jednak sobie radzono innymi metodami. Od IV tysiąclecia większość osad nabiera już charakteru obronnego. „W większości były otoczone palisadą, bądź wałem i fosą. Często były to osady wyżynne na wyniosłych cyplach wysoczyznowych o stromych brzegach, a więc w miejsca z natury trudno dostępnych” – pisał Zygmunt Krzak. I w ten sposób, gdzieś na przestrzeni IV tysiąclecia p.n.e. narodziła się wojna.

Mężczyźni dominują

I z całą pewnością była ona wynalazkiem mężczyzn, których rola w społecznościach powoli rosła. We wcześniejszych okresach traktowani byli zapewne, i nie bez racji, jako tępe osiłki przydatne w celach prokreacyjnych i przy polowaniach. Rządziły kobiety i było to najlepsze, co mogło się człowiekowi przytrafić. Od pewnego jednak momentu, jeszcze przed nadejście indoeuropejskich wojowników, prestiż mężczyzn sukcesywnie wzrastał. Wiązało się to ze wspomnianymi wyżej zmianami w krajobrazie. Na coraz bardziej pozbawionym drzew terenie, większą rolę zaczęła odgrywać hodowla i pasterstwo, co w odróżnieniu od rolnictwa, było już męską domeną. Zasadniczo jednak ustrój wciąż pozostawał matriarchalny, podobnie jak religia, z dominującym kultem Wielkiej Matki.

Indoeuropejczycy zmieni tę sytuację radykalnie. Jako wojownicy i pasterze, byli społeczeństwem na wskroś męskim. Najwyraźniej widać to w ich pochówkach, z których najbardziej okazałe są właśnie męskie. W nich też zarysowuje się podział płciowy ich społeczności. W grobie z miejscowości Złota koło Sandomierza mamy pochówek mężczyzny i kobiety, przy czym płyty na których spoczywa mężczyzna są wyraźnie większe niż kobiety. Przy szkielecie mężczyzny znajdują się: kamienny toporek bojowy, siekierka krzemienna, krzemienny sztylet, kilka grotów strzał oraz sporo ozdób z bursztynu – to z pewnością pochówek ważnego wojownika. Przy kobiecie tymczasem leżą gliniane naczynia i prząślik. Żadnych ozdób. Niezbyt przyjemne, ale używane u nas jeszcze całkiem niedawno powiedzenie: „Baby do garów” z pewnością ma swój początek w tamtych właśnie czasach. Pozycja mężczyzny-wojownika stałą się dominująca i tak jak w przypadku konia, taki stan rzeczy przetrwa do czasów nam współczesnych.

Co stało się z mieszkańcami neolitycznych osad rolniczych? Nie sposób ustalić tego z całą pewnością. Archeolodzy odnajdują ślady zniszczeń takich osad i szkielety z licznymi ranami – na pewno więc część została splądrowana przez najeźdźców i ludzie wymordowani lub zabrani w niewolę. Jednak pojawienie w osadach fortyfikacji, świadczy jednak o tym, że w części z nich nauczono się bronić przed napadami obcych. Skutecznie, czy nie – i oni musieli przejść przyspieszony kurs wojny. Która, rozpoczęta wtedy, właściwie nigdy się nie skończyła.

Wojciech Lada

Polecane przez nas

https://ukorzeni.pl/ciekawostki/narodziny-religii-czyli-jak-ludozerca-pokonal-smierc/

Nasza grupa społecznościowa

https://www.facebook.com/groups/678418632976461/


Podobne artykuły

Ciekawostki

21.07.20
Ernest Malinowski, czyli cuda kolejowej alpinistyki

Przeciął Andy i zdobył pięciotysięcznik. W dodatku nie sam, lecz z całym taborem kolejowym Ernest Malinowski był pod koniec XIX wieku autorem inżynieryjnego cudu. Jeszcze do całkiem niedawna, La Cima…

Ciekawostki

14.07.20
Wolemia. Drzewo dinozaurów sprzed 150 milionów lat

Znano ją tylko ze skamieniałości. W 1994 roku okazało się, że to niezwykłe drzewo przetrwało w Australii. Dziś można je sobie kupić Kiedy pojawiła się na Ziemi, dookoła biegały m.in.…

Ciekawostki

26.06.20
Globalny fenomen ochry, czyli kolor duszy kosmosu

Pospolite tlenki metali zwane wspólnie ochrą, były pierwszym w dziejach człowieka, uniwersalnym symbolem wiary w życie pozagrobowe. Wykorzystywały go wszystkie kultury ówczesnego świata Globalny fenomen ochry. Przyjmuje się, że religia…

Ciekawostki

21.06.20
Dracena: Czego człowiek może nauczyć się od małpy

Orangutany z Borneo znają medycynę. To zapewne one nauczyły lokalne plemiona korzystać z roślinnych leków przeciwbólowych. O tym, że człowiek pochodzi od małpy wie każdy rozsądny człowiek gdzieś od połowy…