Kto zapalił pierwszego papierosa zanim nikotyna podbiła świat

Kto zapalił pierwszego papierosa zanim nikotyna podbiła świat

W pierwotnych społecznościach palono od tysiącleci, co miało znaczenie i zdrowotne, i rytualne. W cywilizacji Zachodu tytoń pojawił się po raz pierwszy bardzo konkretnego dnia – w połowie listopada 1492 roku

Rodrigo de Jerez nie był nikim szczególnym. Nie wiemy kiedy się urodził, nie znamy jego charakteru, nie wiemy czy był mądry, przystojny, sympatyczny. Z zachowanych rycin możemy wywnioskować, że w latach 90. XVI wieku był mężczyzną dobrze po dwudziestce, strój i szabla świadczą o szlacheckim pochodzeniu, a ze źródeł pisanych wiemy, że był jednym z hiszpańskich marynarzy, którzy wzięli udział w wyprawie Krzysztofa Kolumba i wraz z nim odkryli Amerykę. Do historii Rodrigo przeszedł jednak z zupełnie innego powodu. Mniej więcej w połowie listopada 1492 roku został mianowicie pierwszym Europejczykiem, który zapalił papierosa.

Pożytki z palenia

Miesiąc wcześniej Krzysztof Kolumb, po wylądowaniu na wyspie San Salwador zanotował, że tubylcy przynieśli mu dary, wśród których znajdowały się owoce, drewniane łodygi i jakieś wysuszone liście o silnym zapachu. Wkrótce potem ze zdumieniem spostrzegł, że tubylcy przewożą całe łodzie owych liści, co świadczyło z całą pewnością o dużym na nie zapotrzebowaniu. Sam Kolumb nie bardzo się tym jednak zainteresował. Poszukiwał zapewne cenniejszych towarów, które uzasadniłyby w oczach królowej Kastylii, Izabeli Katolickiej, finansowanie jego wyprawy. Rodrigo był bardziej dociekliwy. Wraz z towarzyszami udał się na ląd i zaobserwował, że tubylcy zawijają te suche liście w liście kukurydzy „jak w papier”, po czym zapalają z jednej strony, z drugiej zaś zaczynają „pić dym”. Zaintrygowany, przyłączył się do picia dymu i po kilku razach uzależnił się od tego na dobre.

Rodrigo był pierwszy, ale nie jedyny. Uczestnicy tej i kolejnych wypraw do Ameryki przejmowali od tubylców zwyczaj palenia tytoniu i nie widzieli w tym nic złego. W swoich wspomnieniach często wspominają o leczniczych właściwościach spitego dymu, o tym, jak relaksuje i jaką sprawia przyjemność. Nie mieli powodu sądzić, że jest inaczej. Kilkadziesiąt lat później, kiedy palenie przyjęło się już w Europie i Afryce, hiszpański lekarz Nicolas Monardes napisał traktat, w którym przekonywał, że nikotyna może być skutecznym lekarstwem na 36 różnych schorzeń. Po dwóch stuleciach, w 1665 roku, kiedy stary kontynent nawiedziła katastrofalna epidemia, w Anglii profilaktyczne palenie uznano za przymusowe. Nawiasem mówiąc mogło mieć to pewien wpływ na rozwój światowej nauki. Wtedy bowiem właśnie, i właśnie w Anglii, dwudziestoletni Izaak Newton wpadł na pomysł powszechnej teorii ciążenia, która zmieniła całe postrzeganie wszechświata i z czasem umożliwiła m.in. podróże kosmiczne.

Nikotyna na receptę

O kosmosie myśleli jednak w tamtych czasach nieliczni. O zdrowotności przeciwnie – targające kontynentem powracające co kilka lat epidemie sprawiały, że nowych lekarstw wypatrywano jak zbawienia. Nic też dziwnego, że liście tytoniu powitano wręcz euforycznie. I nie bez racji. „Nikotyna, która kojarzy się z tytoniem jako składnik trujący, halucynogenny i narkotyczny, stanowi nie więcej niż 5% wagi liścia tytoniowego i jest jego alkaloidem, zasadą” – pisał Krzysztof Teodor Toeplitz. – „Nikotyna jest składnikiem uzależniającym, w nadmiarze może mieć skutki toksyczne, objawiające się wymiotami, bólem głowy, brzucha, w krańcowych wypadkach nawet objawami paraliżu. Równocześnie jednak kwas nikotynowy, zwany także niacin, rozpuszczalny, stanowi główny składnik witaminy B complex, a także witaminy PP, która zapobiega pelagrze, chorobie o objawach zarówno skórnych, jak też psychicznych i nerwowych”.

Pod koniec XV wieku nikt nie miał o tym jeszcze pojęcia, ale przeczuwano, że coś jest na rzeczy. Czystą nikotyną udało się wyizolować już w 1571 roku. Znacznie wcześniej zauważono, że dym wciągany do płuc szybko – pobudza i podnieca, taki zaś, którym delektuje się powoli – wyraźnie uspokaja.

Nikotyna podbija świat

Indianie wiedzieli o tym od tysiącleci. Nicotina tabacum – roślina z psiankowatych – występowała w Ameryce Południowej już nawet VI tysięcy lat p.n.e., a po kolejnych pięciu tysiącach nauczono się ją uprawiać. Niewątpliwie miało to jednocześnie znaczenie zdrowotne i kultowe – w ówczesnych kulturach obie sprawy były nierozerwalnie ze sobą związane. „Czukczowie mają zwyczaj zapalać lulki razem wszyscy i dym połykać, od którego mocy zostają na czas krótki odurzeni” – pisał w XIX wieku Benedykt Dybowski. Pisał o Syberii, gdzie palono zapewne coś bardziej halucynogennego niż tytoń, ale w Ameryce musiało wyglądać to podobnie – ludy te znajdowały się na podobnym poziomie rozwoju. Wiadomo w każdym razie, że mniej więcej w I wieku naszej ery tytoń znany jest już w całej zaludnionej Ameryce, co wiąże się z ekspansją państwa Majów, które stopniowo dokonuje swojej ekspansji na północ.

Mniej więcej w tym momencie tytoń traci powoli swoje znaczenie rytualne, stając się po prostu używką. Nie do końca, bo zwyczaj rytualnego palenia „fajki pokoju” przetrwał jeszcze długo, ale faktem jest, że rozpowszechniło się także palenie go dla przyjemności – we właśnie takiej formie, z jaką zetknął się Rodrigo de Jerez – zawiniętego w formie wielkiego skręta, w liście kukurydzy. Od kiedy Rodrigo wrócił do Europy, a wraz z nim inni marynarze, nie mniej zachwyceni działaniem nikotyny, jej kariera potoczyła się już błyskawicznie. Już w XVI wieku największym plantatorem tytoniu stają się Indie. W latach 1530 – 1600 drogą przez Japonię i Filipiny zwyczaj palenia przyjmuje się w Chinach. Jakieś trzydzieści lat wcześniej Turcy zarazili paleniem cały Bliski Wschód.

Powstają plantacje tytoniu

W 1628 roku prawnik z Damaszku Abd-al.-Ghani odnotowuje, że „palą wszyscy”, nawet dzieci. Najdłużej inwazji nikotyny opierały się Australia i Oceania. „Kiedy kapitan James Cook w 1769 roku przybywa do Nowej Zelandii, uważany jest przez tubylców za demona, z racji trzymanej w ustach i wypuszczającej dym fajki” – zauważał Toeplitz. O Europie nie ma nawet co wspominać. W tym czasie palenie weszło już do powszechnej kultury. Dość wspomnieć, że w tym czasie, o którym pisał Abd-al.-Ghani, w Anglii istniało już ok. 7 tysięcy sklepów tytoniowych, a do kanonu dobrych manier należało wyszukiwanie i delektowanie się jak najlepszymi gatunkami tytoniu.

Co ciekawe, z negatywnych skutków palenia zdawano sobie sprawę niemal od początku. Już na początku XVII wieku angielscy lekarze napisali skargę do króla Jakuba I, w której pisali z oburzeniem, że tytoń sprzedawany jest bez zalecenia lekarza. Król co prawda pozostał bezradny wobec faktów i nie zakazał sprzedaży tytoniu, skargi lekarzy wziął sobie jednak do serca. Wkrótce napisał dwie antynikotynowe rozprawy: „A Counteblast to Tabacco” oraz „Misokapnos” – tę ostatnią rozsyła nawet po dworach monarszych Europy i trafia ona nawet do rąk Zygmunta III Wazy. W Polsce prozdrowotne zabiegi zostają jednak wyśmiane w sporządzonej przez Jezuitów rozprawie „Antimisokapnos”. Robią jednak wrażenie w Hiszpanii i Rosji, gdzie istotnie zostają wprowadzone pewne obostrzenia w kwestii tej używki. Na niewiele się one jednak zdały i jak wiemy, do XXI stulecia, palenie było zjawiskiem powszechnym na całym praktycznie świecie.

Wyrozumiała Inkwizycja

A Rodrigo de Jarez? Pierwszy palacz Europy początkowo żył spokojnie i nawet nie przyszło mu do głowy ukrywać się z paleniem. Kłopot polegał jednak na tym, że były to czasy galopującej Inkwizycji, a sąsiadom Rodriga palenie kojarzyło się podobnie jak australijskim Aborygenom z czynnością demoniczną. Wydany wkrótce świętemu trybunałowi Rodrigo został wkrótce aresztowany, zapewne poddany torturom i spędził w celi kolejnych siedem lat. Nie wiadomo dlaczego nie spalono go na stosie, co było wówczas normą. Możliwe, że wraz z ekspansją nikotyny palić zaczęli również sami Inkwizytorzy.

Rodrigo swoje więc odcierpiał, ale przeżył. Jak na ironię jednak, to nie jego nazwisko przeszło do historii w związku z paleniem. Zaszczyt ten przypadł Jacquesowi Nicotowi, ambasadorowi Francji w Lizbonie, który przesłał liście tytoniu swojej władczyni Katarzynie Medycejskiej. Od jego nazwiska mamy dziś w słowniku słowo „nikotyna”. Nie wiadomo, czy on sam palił.

Wojciech Lada

Polecane przez nas

https://ukorzeni.pl/ciekawostki/kauteryzacja-uniwersalna-terapia-na-wszystkie-dolegliwosci/

Nasza grupa społecznościowa

https://www.facebook.com/groups/678418632976461/


Podobne artykuły

Ciekawostki

21.07.20
Ernest Malinowski, czyli cuda kolejowej alpinistyki

Przeciął Andy i zdobył pięciotysięcznik. W dodatku nie sam, lecz z całym taborem kolejowym Ernest Malinowski był pod koniec XIX wieku autorem inżynieryjnego cudu. Jeszcze do całkiem niedawna, La Cima…

Ciekawostki

20.07.20
Kwestia konia, czyli kto wymyślił wojnę?

Przemoc istniała od zawsze, ale wojny pojawiły się w konkretnym momencie historycznym. Jakieś 6 tysięcy lat temu, przywieźli je ze sobą konni wojownicy ze Wschodu Najpierw zaczął bardzo zmieniać się…

Ciekawostki

14.07.20
Wolemia. Drzewo dinozaurów sprzed 150 milionów lat

Znano ją tylko ze skamieniałości. W 1994 roku okazało się, że to niezwykłe drzewo przetrwało w Australii. Dziś można je sobie kupić Kiedy pojawiła się na Ziemi, dookoła biegały m.in.…

Ciekawostki

26.06.20
Globalny fenomen ochry, czyli kolor duszy kosmosu

Pospolite tlenki metali zwane wspólnie ochrą, były pierwszym w dziejach człowieka, uniwersalnym symbolem wiary w życie pozagrobowe. Wykorzystywały go wszystkie kultury ówczesnego świata Globalny fenomen ochry. Przyjmuje się, że religia…