Krajobraz po zamachu stanu. Komu przeszkadzała demokracja

Krajobraz po zamachu stanu. Komu przeszkadzała demokracja

Od wiosny 1935 roku Polska była krajem autorytarnym, rządzonym praktycznie osobiście przez Józefa Piłsudskiego. Metody jakimi to osiągnięto, to niemal podręcznik łamania demokracji dla przyszłych pokoleń

Kult Wodza, droga Piłsudskiego od demokracji do autorytaryzmu

12 maja 1926 miał miejsce tzw. Zamach Majowy, w wyniku którego władza w Polsce znalazła się w rękach Józefa Piłsudskiego. Szkolną edukację kończy się zazwyczaj na stwierdzeniu, że zamach taki miał miejsce. Rzadko wspomina się, że była to w rzeczywistości trzydniowa, regularna bitwa na ulicach Warszawy. Lżejsze lub cięższe rany odniosło około 1000 cywilów, a zginęło blisko 400 osób, z czego jedna trzecia to całkowicie przypadkowi przechodnie.

Aby uniknąć dalszego rozlewu krwi do dymisji podał się dotychczasowy prezydent – dawny kolega Piłsudskiego z czasów konspiracji – Stanisław Wojciechowski. Ku zaskoczeniu wszystkich, sam Piłsudski odmówił przyjęcia jego funkcji. Zamiast tego powołał na ten urząd zwariowanego, choć na pewno też genialnego naukowca Ignacego Mościckiego, który choć nie miał dotąd nic wspólnego z polityką, miał ten plus, że był Marszałkowi całkowicie uległy. Choć mógł, Piłsudski nie przejął wówczas władzy dyktatorskiej – nie zdecydował się np. rozwiązać sejmu, który spokojnie dotrwał do końca swojej kadencji, choć większej roli już nie odgrywał.

Piłsudskiemu zależało na uzyskaniu pełni władzy, ale zdecydował się zachowywać pozory legalności. Był jeszcze wówczas człowiekiem w pełni sił i wciąż wytrawnym graczem politycznym. Nie spieszył się, co zresztą bardzo irytowało jego najbliższych współpracowników, którzy wywodzili się przeważnie z kręgów wojskowych. Jak pisał historyk, Andrzej Garlicki: „Ich przywódca rozumiał jednak, że siła władzy nie polega tylko na sprawności struktur organizacyjnych, z czym zresztą w Polsce nie było najlepiej, lecz na braku społecznego oporu”. Działał więc Piłsudski powoli, ale konsekwentnie. Już wówczas miał w głowie zmianę konstytucji, która w sposób legalny zapewni mu władzę dyktatorską w pełnym majestacie prawa. Pozostawało więc zmienić stróżów tego prawa – sędziów.

Jak zablokować sądy

Jednym z jego bliskich współpracowników był Stanisław Car – zdolny prawnik, specjalizujący się w naginaniu prawa na potrzeby obozu rządzącego. Wszyscy zdawali sobie z tego sprawę i ukuli nawet pojęcie „caryzacji” prawa. Pierwszym atakiem Piłsudskiego na sądownictwo, a przy okazji także na Sejm, było całkowicie nie zgodne z prawem mianowanie Cara na Głównego Komisarza Wyborczego, przy wyborach do sejmu następnej kadencji. Kruczek polegał na tym, że komisarza takiego wybierał co prawda istotnie prezydent, ale wyłącznie na podstawie listy dostarczonej mu przez Zgromadzenie Prezesów Sądu Najwyższego. Cara na tej liście nie było. Początkowe protesty szybko osłabły, gdyż w lutym 1928 roku Mościcki podpisał rozporządzenie „Prawo o ustroju sądów powszechnych”, które dawało ministrowi sprawiedliwości skuteczne narzędzie nacisku na sędziów. Pozwalało mianowicie na przenoszenie ich, nawet bez ich zgody, do innego sądu lub w stan spoczynku. Sądy zostały zdobyte.

Władza sądownicza były więc już w rękach rządzących. Władza wykonawcza – prezydent i Rada Ministrów – także. Władza ustawodawcza jeszcze nie, choć dzięki Carowi była tego coraz bliżej. „Czwarta władza”, czyli media również – nowe prawo prasowe nakładało na redakcje niezwykle wysokie kary za „rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i szerzenie niepokojów społecznych”. Pojęcia te były na tyle szerokie i nieostre, że dawało się zmieścić w nich dokładnie wszystko. Zdarzały się też brutalne napaści na dziennikarzy niechętnych rządowi, co przytrafiło się choćby Tadeuszowi Dołędze-Mostowiczowi, autorowi niezwykle popularnej „Kariery Nikodema Dyzmy”. Nie wspominając już o tym, że najzupełniej otwarcie działała cenzura.

Wszystkie te kroki były jednak tylko wstępem. Piłsudski się rozkręcał.

Ogólniki i wulgaryzmy

19 stycznia 1928 roku opublikowano deklarację Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem Marszałka Piłsudskiego – dziwacznego, bezideowego tworu, mającego stanowić zalążek klubu poselskiego reprezentującego środowisko piłsudczykowskie. W jego składzie znalazła się polityczna zbieranina – od socjalistów po narodowców – która była skłonna pójść nowym nurtem wraz z Marszałkiem. Jeśli chodzi o treści programowe, to były one w zasadzie żadne. Ograniczono się do pustych sloganów o konieczności „naprawy państwa”, po „katastrofalnych rządach przedmajowych”. „Idziemy do obecnych wyborów z hasłem, by to przeklęte zło, które trawiło tak jeszcze niedawno nasze państwo nie mogło nigdy powrócić” – zapisano w deklaracji i wszystkie inne wypowiedzi były tylko odmienianiem tych słów przez wszystkie przypadki.

Co ciekawe, choć Piłsudski miał wszystkie środki propagandowe na prowadzenie kampanii wyborczej – a także finansowe, głośną aferą było zdefraudowanie na ten cel kwoty 8 milionów złotych – sukces BBWR był umiarkowany. Zdobył większość sejmową, samodzielnie jednak rządzić nie mógł. Był wściekły. Tym bardziej, że zbiegło się to z jego postępującym starzeniem, faktem jest bowiem, że gdzieś na początku lat 30. był już człowiekiem poważnie niezrównoważonym. I było to widoczne gołym okiem. Miewał napady niekontrolowanej furii, mówił do siebie, rozmawiając z kimś bił pięścią w biurko itp. Nigdy nie przebierał w słowach, ale teraz klął jak szewc nawet w wypowiedziach publicznych. Kultura polityczna sięgnęła rynsztoka. Dla przykładu:

„(…) A gdy się taki pan zafajda, to każdy podziwiać musi jego zafajdaną bieliznę, a jeśli przy tym zdarzy mu się wypadek, że zabździ, to to jest już prawo dla innych ludzi, a najbardziej dla ministrów, którzy muszą nie pracować dla państwa, ale obsługiwać i fagasować tym zafajdanym istotom” – pisał o posłach opozycji 7 kwietnia 1929 roku na łamach „Głosu Prawdy”. Co profesor Garlicki komentował: „Brutalizacja życia partyjnego stawała się codziennością. Wymagał tego od posłów BBWR Piłsudski, przeznaczając im w sejmie rolę dywersyjną. Krytykując za nadmierną łagodność. Klub BBWR był zbyt słaby liczebnie, by odegrać rolę konstruktywną, natomiast całkowicie wystarczający, by uniemożliwić pracę sejmu”.

Miotał się i bywał nieobliczalny. Na przestrzeni od 14 kwietnia 1929 do 25 sierpnia roku następnego, a więc zaledwie szesnastu miesięcy, czterokrotnie zmieniał rząd – bez wyraźnego powodu, bo na ich czele stawali wyłącznie najbardziej oddani mu ludzie, czyli Walery Sławek, Kazimierz Świtalski i Kazimierz Bartel. Nadchodził moment ostatecznego rozwiązania. 25 sierpnia Piłsudski mianował premierem sam siebie, kiedy zaś opozycja zapowiedziała votum nieufności, ręką prezydenta Mościckiego rozwiązał sejm.

Konstytucja w cieniu terroru

Miał obsesję legalności, zdecydował się więc rozpisać kolejne wybory do sejmu. Tym razem jednak nie mógł już sobie pozwolić na kolejną porażkę, postąpił więc jak prawdziwy dyktator. Przeciwników politycznych po prostu aresztował i osadzał w twierdzy Brzeskiej, gdzie poddawani byli oni brutalnym torturom. Przewodził w ich niejaki płk Wacław Kostka-Biernacki, określany przez jednego z osadzonych, pisarza Stanisława Mackiewicza „chorobliwym sadystą”. Zachowały się wspomnienia zamkniętego w Brześciu działacza socjalistycznego Hermana Libermana:

„Zaraz potem ktoś zerwał ze mnie ubranie i poczęły spadać na moje cało liczne razy, które mi sprawiały przejmujący ból. Narzędzie, którym mnie katowano zrobione było widocznie z metalu, bo na ciele czułem nieustannie spadający, mrożący instrument. Od czasu do czasu, pomiędzy jednym uderzeniem a drugim, ręka komisarza posuwaną się po moim ciele i zatrzymywała w okolicy nerek. A w tej chwili uderzenia spadały tę stronę. Poprzez przykrywający moją głowę płaszcz słyszałem parokrotnie okrzyki komisarza: >Niech żyje Józef Piłsudski<”.

Historycy szacują, że przez brzeskie więzienie przewinęło się podczas kampanii wyborczej blisko 5 tysięcy osób, w tym 80 byłych posłów. Brutalnie robiło się też na ulicy. Podczas wieców wyborczych opozycji dochodziło do bójek a nawet strzelanin z policją. W Warszawie, podczas demonstracji w Dolinie Szwajcarskiej, w ich wyniku śmierć poniosły dwie osoby, a blisko 80 aresztowano. Nic też dziwnego, że w atmosferze terroru BBWR wygrał te wybory. W tym momencie w rękach Piłsudskiego była już więc także władza ustawodawcza. Nawet jeśli prawie pół miliona głosów – i to według oficjalnych danych – uznano za wadliwe. W tej sytuacji wystarczyło już tylko zmienić konstytucję, ale ostatecznie nawet to odbyło się nielegalnie.

Awantury o Konstytucję. Jak robiono to sto lat temu

26 stycznia 1934 roku ówczesny Marszałek Sejmu poinformował posłów, że tego dnia, trzecim punktem obrad będzie sprawozdanie z dotychczasowych prac Komisji Konstytucyjnej. Zgodnie z obowiązującą konstytucją marcową, wniosek o zmianę ustawy zasadniczej musiał być zgłoszony na minimum 15 dni przed dyskusją i podpisać go musiała co najmniej ¼ ustawowej liczby posłów. Opozycja opuściła więc salę, co teoretycznie powinno zamknąć dyskusję. Stało się jednak inaczej. Nie bez powodu Car postrzegany był jako prawdziwy mistrz naginania prawa. Oznajmił mianowicie, że jest to wniosek nagły, w takim zaś przypadku nie obowiązują standardowe procedury. Posłowie sanacyjni chętnie się z nim zgodzili.

„Na podobnej zasadzie przegłosowano także kolejne poprawki w regulaminie sejmowym, uzupełnienie porządku dziennego oraz skrócenie postępowania legislacyjnego, czyli rezygnację z pierwszego i drugiego czytania. Wszystko to umożliwiło zaakceptowanie >tez< jako projektu. Kiedy zaalarmowana opozycja wróciła na salę, przywitał ją śpiew bojowej pieśni piłsudczyków – >Pierwszej Brygady< – gdyż konstytucja była już uchwalona” – pisali Czesław Brzoza i Andrzej Leon Sowa. Weszła w życie 24 kwietnia 1935 roku.

Cała władza w ręce… ducha

Od kwietnia 1935 roku Polska była państwem autorytarnym, w którym możliwości działania opozycji były praktycznie żadne. W strukturach władzy ich postulaty nie miały szansy przebicia się. Nie istniała też poważniejsza możliwość podejmowania takich działań pozaparlamentarnych, jak choćby protesty uliczne i wiece. Dość przypomnieć wielki strajk chłopski z 1938 roku, podczas którego do demonstrujących policja otworzyła ogień z karabinów maszynowych, a podobne wypadki, choć na mniejszą skalę zdarzały się już nawet cztery lata wcześniej.

Jak na ironię, w momencie uchwalania konstytucji kwietniowej Piłsudski niewiele już z tego wszystkiego rozumiał. Był ciężko chory i zmarł nieco ponad dwa tygodnie później. Konstytucja była więc ważniejsza dla jego stronników, z których żaden nie miał charyzmy osobowości Marszałka. Legitymacja władzy Piłsudskiego opierała się na jego legendzie i trudno zaprzeczyć, że dla niepodległości Polski zrobił więcej niż ktokolwiek inny. Od 1904 roku prowadził Organizację Bojową PPS, która jako pierwsza od czasów powstania styczniowego podjęła zbrojną walkę z zaborcami. Dziesięć lat później stworzył Legiony – które może nie odegrały poważniejszej roli bojowej, ale symbolicznie były istotnie pierwszą polską armią od powstania listopadowego. Dokonał też Cudu nad Wisłą, czyli wybrał wojnę z bolszewikami. W 1918 roku był jedynym Polakiem na tyle charyzmatycznym i znanym, że tylko jemu można było przekazać władzę w odradzającym się kraju.

Piłsudski, czyli polska droga do autorytaryzmu

Istnieje jednak zasada, że władzy w wolnym i demokratyczny kraju nie powinna sprawować osoba, która władzę tę zdobyła na drodze walki konspiracyjnej. Wiedzieli o tym już starożytni Grecy, którzy swoich wodzów powoływali wyłącznie na czas wojny. Wiedzieli Brytyjczycy, którzy natychmiast po wygraniu II wojny światowej pozbawili władzy tak wybitnego premiera, jakim był Winston Churchill. W konspiracji i w czasie wojny wszystkie środki obliczone są wyłącznie na osiągnięcie zwycięstwa – w czasie pokoju ważne zaś są takie rzeczy jak dobro obywatela, zamożność państwa, polityka międzynarodowa. W tym sensie Piłsudski był dobrym wodzem, ale złym przywódcą. Zwłaszcza wtedy, gdy intensywnie się starzał, chorował, tracił kontakt z rzeczywistością i po prostu dziwaczał.

Problem mieli z nim nawet najbardziej mu oddani ludzie. Nie współpracował. Decyzje podejmował samodzielnie i po prostu informował o nich rząd, który wcielał je w życie. Ale był im potrzebny, bo tylko jego legenda uzasadniała władzę obozu piłsudczykowskiego. Po jego śmierci zrobiono więc wszystko, by legendę tę bardo utrwalić i doprowadzono do sytuacji, w której rządził Polską duch Piłsudskiego. W instytucjach i państwowych szkołach wisiały jego portrety, jego imieniem nazywano ulice i stawiano mu pomniki. Najwymowniejszym jednak przykładem budowania kultu, była wprowadzona 7 kwietnia 1938 roku „Ustawa o ochronie imienia Józefa Piłsudskiego, pierwszego Marszałka Polski”, której artykuł 2. przewidywał karę do 5 lat więzienia za „uwłaczanie” temuż imieniu.

Nie wiadomo, jak sprawy potoczyłyby się dalej, bo zaledwie rok później wybuchła wojna.

Wojciech Lada

Polecane przez nas

https://ukorzeni.pl/ciekawostki/wielki-polak-w-nieistniejacej-polsce-czyli-polski-krol-kamerunu/

Polecana grupa tematyczna

https://www.facebook.com/groups/678418632976461/


Podobne artykuły

Ciekawostki

28.05.20
Skopcy. Zbawienie w zasięgu… skalpela

W Ewangelii św. Mateusza zapisano: „I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z…

Ciekawostki

27.05.20
Arszenik. Pięćset lat bezkarnego zabijania

Nikt nie wie ilu ludzi zginęło otrutych tlenkiem arsenu. I nikt nigdy już się tego nie dowie. Aż do połowy XIX wieku był substancją niewykrywalną w ludzkim ciele Po raz…

Ciekawostki

26.05.20
Wybitni polscy lekarze – Kazimierz Funk: Pierwsza witamina

Kazimierz Funk rozwiązał sporo problemów świata, odkrywając wpływ pewnych związków chemicznych na zdrowotność organizmu Ponieważ pierwszy z nich zawierał tzw. grupę aminową, nadał mu nazwę witamina, gdzie „amina” oznaczała wspomnianą…

Ciekawostki

19.05.20
Wielka Matka – epoka kobiet, epoką szczęścia i pokoju

Pierwszym Bogiem była kobieta, kobiety rządziły też społeczeństwami. Neolit był mitycznym, złotym wiekiem ludzkości. Epoką dostatnią i pozbawioną wojen Jakieś 10 tysięcy lat temu rozpoczęła się zapewne najspokojniejsza epoka w…