Jan Szczepanik. Edison z Krosna i jego igraszki ze światłem

Jan Szczepanik: Edison z Krosna i jego igraszki ze światłem

Nienawidzili go wszyscy terroryści świata, bo wynalazł kamizelkę kuloodporną. Ale nie tylko.

Jan Szczepanik „Polski Edison” – jak go nazywano – był jednym z najważniejszych twórców fotografii barwnej, barwnego filmu, dokonał też rewolucji w przemyśle tkackim. O patenty na jego wynalazki dobijano się w całej Europie i Ameryce.

Jan Szczepanik – Edison z Krosna i wizjoner

Urodził się w Rudnikach koło Mościsk, 13 czerwca 1872 roku, w ubogiej, w połowie chłopskiej rodzinie. Jego dzieciństwo i wczesna młodość związane były jednak z Krosnem i fakt ten miał całkiem spore znaczenie dla jego dalszych losów. Przede wszystkim dlatego, że był to rejon, w którym większość ludności trudniła się chałupniczo tkactwem – w jego domu również warsztat zajmował całe jedno pomieszczenie, można więc założyć, że od najmłodszych lat miał spore pojęcie o tym rzemiośle, a także, co podobno interesowało go bardziej, mechanice urządzeń tkackich.

Ale również z tego powodu, że akurat na lata jego dzieciństwa przypadła budowa kolei łączącej Chabówkę z Chyrowem, wzdłuż Karpat. Była to naturalna przestrzeń jego chłopięcych zabaw, sama zaś kolej, pchnęła go do pierwszych eksperymentów z mechanicznym modelarstwem. Kiedy rozpoczynał naukę w gimnazjum w pobliskim Jaśle, później zaś studia na seminarium nauczycielskim w Krakowie, był już technicznym wizjonerem, przez kolegów uznawanym za sympatycznego dziwaka, przez nauczycieli zaś również za dziwaka, ale niezwykle zdolnego. Zwłaszcza w przedmiotach matematycznych i przyrodniczych.

Nauczyciel z duszą geniusza

Jeśli jednak w szkole jego roztargnienie mogło być tolerowane, to w momencie, gdy podjął pracę nauczyciela w Korczynie, stało się ono jedna zbyt wielkim balastem. „Dziwny to był jednak nauczyciel. Podczas lekcji często zapominał o uczniach i kreślił w zapamiętaniu na tablicy wzory techniczne (…) Czasem w trakcie prowadzenia lekcji wybiegał nagle z klasy do domu. Wracał niebawem z broszurami i notatkami, zagłębiał się w nich, nie interesując się wcale lekcją” – jak opisywał to jeden z jego biografów, Władysław Jewsiewicki.

Jan Szczepanik był powszechnie lubiany, a jego dziwactwo – tolerowane. On sam jednak zdawał sobie doskonale sprawę, że funkcjonując w ten sposób nie będzie ani dobrym wychowawcą dzieci, ani sam nie rozwinie skrzydeł. Po roku zaledwie pracy porzucił więc i szkołę, i Korczyn, by przenieść się do Krakowa i skupić na technice. Tkactwem, jak wiadomo, interesował się od dawna, teraz do zainteresowań tych doszła optyka i fotografia. Wkrótce wszystkie te dziedziny udało mu się połączyć w jednym, a właściwie w serii wynalazków – tzw. elektrycznej metodzie fotograficznego kopiowania obrazów podczas produkcji tkanin. Brzmi to skomplikowanie i istotnie jest procesem złożonym. Dość więc powiedzieć, że dzięki pomysłom Szczepanika proces tkania został kilkudziesięciokrotnie skrócony, sam zaś efekt, był znacznie precyzyjniejszy i tańszy, niż w przypadku wykorzystywania powstałej blisko sto lat wcześniej maszyny Josepha Marii Jacquarda.

Prezent dla cesarza

Przykładowo. W 1898 roku Szczepanikowi udało się utkać gobelin będący fotograficzną kopią obrazu Henryka Rauchingera i przedstawiający apoteozę pięćdziesięciolecia panowania Franciszka Józefa I – wręczony zresztą późnie cesarzowi. To pełne detali dzieło sztuki miało rozmiary 148×120 cm, utkane z gęstością „100 nitek osnowy i 66 nitek wątku na 1 cm2” powstało w czasie zaledwie sześciu godzin. Wagę metody Szczepanika, najlepiej oddawał jednak artykuł Williama Gamble’a, redaktora naczelnego brytyjskiego wydawnictwa Penrose’s Pictorial Annual. Pisał w nim: „Aby z wzoru otrzymać tkaninę w pożądanym wymiarze starą metodą, wykonawca zużywa na to około pięciu tygodni czasu i kosztuje to do 16 funtów szterlingów. Tymczasem według systemu Szczepanika wykonuje się w przeciągu pół godziny i kosztuje około 15 szylingów”.

Biznes z Markiem Twainem

W 1898 roku Szczepanik był już osobą powszechnie znaną. Jego kariera biznesowa, okazała się bowiem nie mniej błyskotliwa niż wynalazki. Mimo pozorów roztargnienia, świadomie pracował tylko nad tymi udoskonaleniami technicznymi, które mogłyby zainteresować przemysł, w który, w ówczesnej Galicji dużo inwestowano. Dla swoich pomysłów dotyczących tkactwa, udało mu się np. pozyskać wsparcie Ludwika Kleinberga, zamożnego właściciela krakowskiego przedsiębiorstwa fotograficznego. Dzięki niemu, właśnie w 1896 roku, Szczepanik opatentował swoją metodę tkacką w Niemczech i Wielkiej Brytanii, żegnając się na zawsze z troską o byt materialny. Mało tego, wspólnie ze swoim sponsorem założyli firmę Societe des Inventions Jan Szczepanik & Cie, urządzając przy okazji eksperymentalną halę fabryczną, w której Szczepanik udoskonalał swoje wizje.

Jan Szczepanik z prasą za pan brat

Firma bardzo dbała też o promocję pomysłów Szczepanika – o jego metodzie sporo pisała prasa nie tylko na ziemiach polskich i w Austrii, ale też w odległej Ameryce. Fotoelektryczna metoda Polaka, zainteresował np. słynnego amerykańskiego pisarza Marka Twaina, który planował na niej zbić majątek w USA. W „Notatniku” autora „Przygód Tomka Sawyera”, pod datą 18 marca 1898 roku znaleźć można taki choćby zapis: „15-go bieżącego miesiąca dowiedziałem się przypadkowo na podstawie notatki miss Levitus, że amerykańskie patenty Szczepanika na maszynę projektującą nie zostały sprzedane. Napisałem natychmiast do miss Levitus z prośba o zaaranżowanie na następny wieczór rozmowy w naszym pokoju w hotelu Metropole”.

Do współpracy ostatecznie nie doszło, ale między Szczepanikiem i Twainem nawiązała się trwała przyjaźń. Wynalazca utkał i przesłał pisarzowi gobelin z jego portretem, wykonanym według szkicu ołówkiem. Pisarz zaś zrewanżował się, publikując w magazynie „Century” zabawne opowiadanie „The Austrian Edison Keeping School Again” (w tamtych latach Galicja była w granicach Austro-Węgier), o perypetiach młodego wynalazcy porzucającego pracę w szkole, wzorowane właśnie na postaci Szczepanika. Jego postać przewołał jeszcze raz, sześć lat później, w opowiadaniu „From the London Times of 1904”. A określenie „austriacki Edison”, stosowane wymiennie z „polskim” lub „galicyjskim”, przylgnęło do Szczepanika na dobre.

Poruszanie kolorów

To zaś, że nie był to pusty przydomek, Szczepanik udowodnił już wkrótce, wymyślając… telewizję. Oczywiście nie on pierwszy i nie ostatni – telewizja jest tym wynalazkiem, który miał wielu ojców, a pierwsze jej próbki pojawiły się już 1848 roku w Anglii. Jednak wkład Szczepanika w dziedzinę przesyłania obrazu i dźwięku na odległość był na tyle duży, że jego nazwisko znalazło się na trzecim miejscu w gronie jego twórców, w książce amerykańskiego historyka telewizji Alberta Abramsona „Electronic Motion Picture. A history of the Television Camera”. Nawiasem mówiąc wynalazek Szczepanika, zwany telektroskopem, nie byłby możliwy, gdyby nie jego teoretyczne podstawy, które stworzył inny wybitny Polak, dr Julian Ochorowicz z Uniwersytetu Lwowskiego. Sława jednak przypadła Szczepanikowi. Kiedy w 1897 roku opatentował telektroskop w Anglii, światowa prasa rozpisywała się o nim szeroko. Polska również. W tygodniku „Światło” można było wówczas przeczytać:

„Telektroskop Szczepanika posiada jeszcze większą i ogólniejszą doniosłość (od metody tkackiej – przyp. aut.). Ma on przenosić w mgnieniu oka na dalekie przestrzenie nie tylko obrazy, lecz pismo i druki, które stacja odbierająca, za pomocą fotografii, natychmiast może utwierdzić. W ten sposób świeżo wydrukowany dziennik europejski lub amerykański w kilka chwil po opuszczeniu prasy drukarskiej dostępny będzie dla mieszkańców całej kuli ziemskiej. Dzięki połączonemu użyciu elektroskopu i telefonu, będziemy mogli, nie wychodząc z domu, słuchać opery dawanej w teatrze i przyglądać się akcji, toczącej się na scenie”.

Światło i kolor

Na realizację tej wizji trzeba było czekać jeszcze kilkadziesiąt lat, niewątpliwie jednak Szczepanik wyraźnie skrócił czas oczekiwania na pojawienie się w niemal wszystkich domach świata telewizora. Szybsze zastosowanie znalazły badania Szczepanika nad fotografią barwną. Nawiasem mówiąc, warto zwrócić uwagę, że wszystkie swoje wynalazki Polak tworzył jednocześnie i wszystkie one miały związek ze światłem i kolorem. Telektroskop powstawał równolegle z fotoelektryczną metodą tkacką. Podobnie rzecz się miała z jego pierwszym aparatem fotograficznym, wykonującym zdjęcia barwne, który opatentował już 1898 roku. „Aparat Szczepanika rozwiązywał zagadnienie uzyskania trzech zdjęć fotograficznych w barwach zasadniczych w tym samym czasie i praktycznie z tego samego miejsca” – zauważał Jewsiewicki.

Na ratunek królom

Jan Szczepanik pracował nad światłem i kolorem, ale nigdy nie zapomniał, że punktem wyjścia do tych badań, był przemysł tkacki. I właśnie z tkaniną związany był kolejny z jego wynalazków, opatentowany niejako na marginesie innych badań, ale ostatecznie mający spory wpływ na losy ówczesnego świata. A mowa tu o kamizelce kuloodpornej, która w czasach wybuchających spontanicznie w Europie rewolucji, a zwłaszcza rozkwitającego na niespotykaną wcześniej skalę terroryzmu, była bezcennym nabytkiem dla reprezentantów starego porządku świata. Jedną z pierwszych z nich opracował polski zakonnik z Chicago, Kazimierz Żegleń, dla tamtejszej policji, ale okazała się zbyt słaba. Żeglec nie mógł znaleźć właściwego rozwiązania, zainteresował więc problemem Szczepanika, który, rzecz jasna, natychmiast podjął wyzwanie. Tym bardziej, że 1901 roku jednym z najgłośniejszych wydarzeń na świecie, był udany zamach na prezydenta USA Williama Mackinleya, dokonany nawiasem mówiąc również przez Polaka, Leona Czolgosza.

Kamizelka Szczepanika

„Odporność tkaniny kul ochronnej według teoretycznego opracowania Jana Szczepanika polegała na tym, że luźno złożony materiał włókienniczy poddawał się uderzeniu pocisku, który wbijał się w jego warstwy wierzchnie. Pierwsze poddające się włókna tkaniny miały bardzo małą masę, ale dość dużą wytrzymałość. W ten sposób pocisk, >zabierając< ze sobą włókna rozpostarte na dużej przestrzeni i splecione z innymi włóknami, wywierał nacisk na coraz większą powierzchnię w miarę zagłębiania się w kolejne warstwy materii. Dzięki temu ciśnienie wywierane przez pocisk malało tak dalece, że nie był on w stanie przebić materiału” – tłumaczył Jewsiewicki. A mówiąc bardziej obrazowo, kamizelka Szczepanika powstrzymywała nawet kule karabinowe Mannlichera, przebijające bez problemu 12 milimetrową blachę z odległości 100 metrów.

Kiedy kamizelka przeszła odpowiednie testy, w obecności przedstawicieli wojska, Szczepanik rozpoczął produkcję i to ze sporym rozmachem. Oprócz prostych kamizelek, wypuścił na rynek kaftany, pełne uniformy, a nawet osobne tkaniny do obijania powozów i innych pojazdów. Zwłaszcza te ostatnie potwierdziły wkrótce swoją skuteczność w praktyce. 31 maja 1906 roku w Madrycie, anarchista Mateu Morral rzucił z balkonu przy ul. Calle Mayor skonstruowaną przez siebie bombę w przejeżdżającą właśnie karetę, w której znajdował się król Alfons XIII Burbon oraz jego małżonka, Wiktoria Eugenia Battenberg. Eksplozja była potężna. W jej wyniku zginęło dwadzieścia osiem osób, a czterdzieści zostało rannych, nie wspominając o powybijanych w okolicy szybach i nadkruszonych budynkach. Para królewska, choć znajdowała się w samym centrum wybuchu, nie doznała nawet zadraśnięcia. Jej kareta obita była tkaniną Szczepanika, która powstrzymała siłę eksplozji.

Wynalazki Edisona z Galicji

To wystarczyło, by zapewnić Szczepanikowi uznanie na wszystkich europejskich dworach, w tym oczywiście na dworze rosyjskim. Kto jak kto, ale carowie z dynastii Romanowów mieli szereg przykrych doświadczeń z rzucanymi na nich bombami, zazwyczaj zresztą przez Polaków. Dość wspomnieć Ignacego Hryniewieckiego, który w marcu 1881 roku wysadził w powietrze cara Aleksandra II, a przy okazji samego siebie, czy Bronisława Piłsudskiego, który z kolegami z Uniwersytetu Petersburskiego nieomal zrobił to samo z jego następcą, Aleksandrem III kilka lat później. Mikołaj II uniknął co prawda zamachów, by ostatecznie zginąć wraz z rodziną z rąk Czekistów w Jekaterynburgu, tkaninę Szczepanika jednak zakupił, posiadał i cenił sobie. Do tego stopnia, że postanowił uhonorować wynalazcę Orderem św. Anny – Szczepanik jednak okazał dumę i orderu z rąk władcy zaborczego mocarstwa nie przyjął. Podobnych oporów nie miał względem monarchy hiszpańskiego, od którego otrzymał Order Izabeli Katolickiej.

Na tym nie kończy się bynajmniej lista wynalazków Edisona z Galicji. Eksperymentował z telegrafem bez drutu, stworzył samoczynny regulator ciągu kominowego, a nawet – choć to może za dużo powiedziane – pierwowzór dzisiejszego druku 3D, tzw. fotosculptor. Interesował się także lotnictwem i był pod tym względem wizjonerem. Jak wspominał jego syn, Zbigniew Szczepanik: „Pamiętam wypowiedzi ojca z lat późniejszych. Sterowcom już nie wróżył żadnej przyszłości. Mówił, że przyszłość należy do jedynie do samolotów, i to startujących pionowo. Robił próby ze śmigłowcami; pamiętam niejasno jakieś wywody, że helikopter powinien mieć drugie śmigło”.

Szczepanik nigdy nie poleciał śmigłowcem, podobnie jak nie zobaczył współczesnej technologii robienia barwnych odbitek zdjęć. Choć niewiele go od nich dzieliło. Wszystko to powstało w latach 30. XX wieku, on zaś zmarł cztery lata przed rozpoczęciem tej dekady, 18 kwietnia 1926 roku.

Fotografia Jan Szczepanik – Muzeum Okręgowe w Tarnowie

Wojciech Lada

Facebook grupa tematyczna
baner błazen

wielkie ucieczki

Najnowsze: