Inicjacja szamana, czyli dlaczego szaman musi umrzeć

Inicjacja szamana, czyli dlaczego szaman musi umrzeć

Jego ciało przeżuwają demony, a bogowie scalają je ciekłym żelazem. Inicjacja szamańska jest przeżyciem drastycznym, zarówno symbolicznie, jak i w rzeczywistości. Ale też piekielnie skutecznym.

Śmierć i ponowne narodziny są podstawą każdej religii. Sięga to czasów niepamiętnych, kiedy ktoś zauważył zależność między zabiciem zwierzęcia i przeżyciem plemienia, a później przełożył to na okresowe zamieranie i odnawianie się przyrody. Takie cechy nadawano starożytnym bóstwom – taką w chrześcijaństwie posiada Jezus. Najsilniej motyw śmierci i zmartwychwstania przetrwał we wszystkich mniej lub bardziej tajnych organizacjach – zwykle o parareligijnym, ale niekoniecznie – charakterze. Ich członek, aby zyskać wyższą formę wtajemniczenia, musi przejść inicjację. W archaicznych plemionach musi ją przejść każdy chłopiec, by stać się mężczyzną. To samo w sektach i religiach misteryjnych. Ale echem tego wszystkiego są choćby urządzane przez żeglarzy i marynarzy Neptunalia – gdzie neofici są symbolicznie zamęczani i zabijani, by po chwili odrodzić się już jako prawdziwi ludzie morza. Swoje rytuały mają harcerze, żołnierze i więźniowie. Istotą osiągnięcia nowego świata – jakkolwiek by go pojmować – jest uprzednia śmierć dla świata starego.

Inicjacja jest więc zjawiskiem powszechnym i trwającym do dziś. Najbardziej niezwykłe formy osiągała jednak inicjacja w szamanizmie, niezależnie od tego, czy mówimy o Afryce, Syberii czy amerykańskich preriach. Szaman musiał tam nie tylko umrzeć, ale przede wszystkim obserwować swoją śmierć. Dlatego, że szaman ma nie tyle osiągnąć nowy świat, ale funkcjonować jednocześnie w obu. Musi więc nie tylko umrzeć, ale przede wszystkim zrozumieć istotę śmierci.

Inicjacja, czyli szaleństwo kontrolowane

„Szamanem nie można zostać. Trzeba się nim urodzić” – pisał Wacław Sieroszewski, którego carski wymiar sprawiedliwości skierował pod koniec XIX wieku na Syberię. Wiedział o czym pisał, bo spędził wśród Jakutów dwanaście lat i z zapałem obserwował wszelkie przejawy ich życia, w tym duchowość. W tym przypadku chodziło mu o to, że aby zostać szamanem dobrze było mieć jakiś znak wyróżniający taką osobę na tle plemienia. Dodatkowe żebro, widocznie krzywy zgryz, jakiś rodzaj kalectwa lub epilepsja. Znakiem mogło być też znalezienie „magicznego” przedmiotu, jak np. kamiennego grotu czy siekierki, a już znakiem idealnym było przeżycie rażenia piorunem. Znaki takie nie były niezbędne – można było zostać szamanem po prostu bardzo się o to starając i od dziecka pobierając nauki u starego mistrza – były jednak z pewnością pożądane.

Inicjacja szamana: poznawanie dusz

Nie ma konkretnego wieku, w którym kandydat na szamana zostaje szamanem. Regułą jednak jest, że z roku na rok pogarsza się jego stan psychiczny. Miewa straszliwe sny, widuje duchy, wpada w hipnotyczne transy, traci przytomność, czemu towarzyszy okresowa amnezja. Osobę tak oddaje się pod opiekę starego szamana, który zaczyna go uczyć technik panowania nad narastającym szaleństwem – nie tylko leczenia go, lecz dosłownie panowania nad nim: umiejętności wywoływania ataków, powstrzymywania ich, nadawania im określonego przebiegu. W efekcie szaman przestaje być szaleńcem, a staje się perfekcyjnym terapeutą – doskonale kontrolującym własne schorzenia i dzięki temu potrafiącym zapanować nad chorobami współplemieńców.

Poznawanie dusz

Inicjacja szamana: Poznawanie dusz

To oczywiście ocena tylko z pozycji współczesnej psychologii. W językach plemiennych, cała ta nauka oznacza w istocie poznawania przez szamana własnych dusz. Konkretnie trzech. Na Syberii pierwsza dusza – powietrza – pod postacią pisklęcia przebywa w dziupli wielkiego modrzewia (a więc drzewa wiecznie zielonego) i żywi się orlimi jajami. Po zakończeniu nauk, wraca na ziemię jako łabędź. Druga dusza, tzw. dusza-matka, umieszczona zostaje nad wodami chorób, zazwyczaj pod postacią jakiegoś fantastycznego zwierzęcia. Tę duszę szaman widzi zaledwie trzy razy w życiu: podczas inicjacji, w połowie swojej działalności i tuż przed śmiercią. Wreszcie trzecia dusza, dusza-ziemia, przez cały czas pływa jako ryba we wspomnianej wodzie chorób, w dość upiornej klatce, zrobionej z ciał trupów.

Dopiero, kiedy przyszły szaman pozna całą tą duchową topografię, będzie gotów, by umrzeć i… zostać szamanem.

Podróże w zaświatach

Scenariusze inicjacji w różnych częściach świata różnią się od siebie, ale ich istota pozostaje wszędzie taka sama: szaman zostaje porwany przez duchy, które rozrywają jego ciało na drobne kawałki, oczyszczają kości z ciała, a następnie lepią całą postać od nowa. Ma to bardzo precyzyjny przebieg. Otóż najpierw duchy odrywają od ciała głowę, po czym ustawiają ją w takim miejscu, by mogła obserwować dalsze działania. Następnie rąbią ciało na 99 kawałków i układają w trzy sterty. Następnie przystępują do uczty: biorą do ust każdy kawałek, dokładnie go ogryzają, po czym wypluwają w trzy strony: dla duchów nieba, ziemi i podziemia. To oczywiście tylko jedna z wersji. W innych plemionach ciało szamana zostaje porwane na strzępy żelaznymi hakami i porżnięte nożami, gotowane aż do rozpadu w wielkim kotle, a następnie zlepione za pomocą żelaza (stąd wielka rola kowala w tych społecznościach – szamani i kowale są z jednego gniazda, jak pisał Sieroszewski).

Spotkanie z duchami, czyli jak zostać szamanem

Kolejną fazą inicjacji są zabiegi podejmowane przez duchy już na głowie szamana. Przebija się jej uszy, dzięki czemu będzie mógł słyszeć mowę duchów, bogów i zwierząt. Wymienia mu się język, by mógł się z nimi porozumiewać. Na nowe wymienia się też jego oczy – by mógł widzieć również świat eteryczny, a także to, co dzieje się poza zasięgiem ludzkiego wzroku, np. ruchy stad reniferów. W plemieniu Semangów z Malakki zabiegi te uproszcza się, wrzucają do głowy szamana kryształy górskie, które „zżerają mu mózg i oczy, by zastąpić te organy i stać się jego siłą” – jak pisał Mircea Eliade. Wreszcie etap ostatni, który pięknie opisał Jerzy Sławomir Wasilewski w swoich „Podróżach do piekieł”:

spotkanie z duchami

„Jego ostatni akt odbywa się z udziałem szamana-opiekuna. To on podnosi duszę adepta z podziemi, gdzie przebywała – jak się okazuje – dotychczas, by potem wspólnie z nim rozpocząć kamłanie. To jest oprowadzanie duszy nowicjusza po pewnej górskiej krainie, gdzie schodzą się drogi wiodące pustych, nagich miejsc, w których mieszczą się źródła chorób. Obaj zstępują też na dół, w podziemie, gdzie młody dowiaduje się, jakim demonom i chorobom odpowiada każda część ciała”.

Ale to nie koniec. Młody szaman jest już co prawda zupełnie nowym bytem, ale musi to jeszcze udowodnić… Wdrapując się na Środek Wszechświata. Do tej pory członkowie plemienia nie widzieli jego duchowej wędrówki. Do tej pory leżał w odizolowanym od świata szałasie, nieprzytomny, często z pianą na ustach, czasem też z krwawymi wybroczynami na ciele. Od wielu dni prowadził ścisły post, a opiekowali się nim młodzi chłopcy, którzy nie przeszli jeszcze inicjacji. Teraz, po śmierci i zmartwychwstaniu, musi się więc odbyć uroczysty rytuał dla reszty plemienia.

Uroczysty rytuał

W tym celu wkopywano w ziemię przed jurtą szamana 30 brzóz, jedną zaś z nich – w samej jurcie, nieopodal ogniska. Będzie ona szczególnie ważna, po niej bowiem właśnie będzie w przyszłości wdrapywał się do nieba. Od rana zgromadzeni szamani zaczynają wzywać bogów i duchy. Panteon jest spory trwa to więc wiele godzin. Wreszcie zaczyna ich wzywać również młody szaman, a robiąc to wskakuje na jedną z brzóz. Następnie posuwa się wzdłuż taśm łączących drzewa, co oznacza, że przechodzi przez most łączący go ze światem bogów. Później następuje ciąg wyczynów iście akrobatycznych: szaman wskazuje na kolejne brzozy, z których schodzi głową w dół. W niektórych przypadkach musi przeskoczyć z drzewa na drzewo, nie dotykając ziemi. Często też wdrapując się na drzewa musi zrobić dziewięć ich okrążeń – w ogóle symbolika liczby 9 jest tu wszechobecna.

Skomplikowanie tego rytuału jest nieprzypadkowe. Pomijając jego znaczenie symboliczne, szaman musi być po prostu sprawny fizycznie. Wprowadzeni w trans, nawet zniedołężniali starcy, obciążeni kilkudziesięciokilogramowym ekwipunkiem potrafią podskoczyć na ponad metrową wysokość. Kto wie, może to właśnie nowe, sprawione przez duchy ciało sprawia, że są również nieludzko sprawni fizycznie.

Bo co do tego, że zabici i zmartwychwstali szamani są nieludzko sprawni psychicznie, nie mają wątpliwości nawet współcześni psychiatrzy.

Wojciech Lada

Polecane przez nas

https://ukorzeni.pl/ciekawostki/wojciech-lada-opowiada-jak-stworzono-boga-na-wyspie-tanna/

Nasza grupa społecznościowa

https://www.facebook.com/groups/678418632976461/


Podobne artykuły

Ciekawostki

21.07.20
Ernest Malinowski, czyli cuda kolejowej alpinistyki

Przeciął Andy i zdobył pięciotysięcznik. W dodatku nie sam, lecz z całym taborem kolejowym Ernest Malinowski był pod koniec XIX wieku autorem inżynieryjnego cudu. Jeszcze do całkiem niedawna, La Cima…

Ciekawostki

20.07.20
Kwestia konia, czyli kto wymyślił wojnę?

Przemoc istniała od zawsze, ale wojny pojawiły się w konkretnym momencie historycznym. Jakieś 6 tysięcy lat temu, przywieźli je ze sobą konni wojownicy ze Wschodu Najpierw zaczął bardzo zmieniać się…

Ciekawostki

14.07.20
Wolemia. Drzewo dinozaurów sprzed 150 milionów lat

Znano ją tylko ze skamieniałości. W 1994 roku okazało się, że to niezwykłe drzewo przetrwało w Australii. Dziś można je sobie kupić Kiedy pojawiła się na Ziemi, dookoła biegały m.in.…

Ciekawostki

26.06.20
Globalny fenomen ochry, czyli kolor duszy kosmosu

Pospolite tlenki metali zwane wspólnie ochrą, były pierwszym w dziejach człowieka, uniwersalnym symbolem wiary w życie pozagrobowe. Wykorzystywały go wszystkie kultury ówczesnego świata Globalny fenomen ochry. Przyjmuje się, że religia…