Ernest Malinowski, czyli cuda kolejowej alpinistyki

Ernest Malinowski, czyli cuda kolejowej alpinistyki

Przeciął Andy i zdobył pięciotysięcznik. W dodatku nie sam, lecz z całym taborem kolejowym

Ernest Malinowski był pod koniec XIX wieku autorem inżynieryjnego cudu. Jeszcze do całkiem niedawna, La Cima była najwyżej położonym punktem kolejowym na świecie. Kolej trans andyjska spięła się tam na wysokość 4817,8 m n.p.m., co, zważywszy, że był rok 1878 było wyczynem godnym wpisu do inżynierskiej Księgi Guinessa, gdyby oczywiście wtedy taka księga istniała. O wyczynie tym pisała jednak cała światowa prasa, zgodnie uznając go za cud techniki – jego zaś autora, Ernesta Malinowskiego – nie za inżyniera, lecz właśnie cudotwórcę. Tylko właściwie skąd wziął się w tamtym czasie w peruwiańskich Andach Polak?

Wielkie wyjście z emigracji

Kiedy Ernest Malinowski zbliżał się wraz ze swoimi torami do pułapu 5000 m n.p.m., nie był bynajmniej w Europie postacią anonimową. Kiedy po powstaniu listopadowym, na fali Wielkiej Emigracji znalazł się w Paryżu, w odróżnieniu od większości Polaków nie pogrążył się w apatii i kłótniach o sens powstania, lecz przystąpił do pracy. Może dlatego, że był młodszy niż większość powstańców, a może po prostu miał dość gotówki. Znalazł w sobie w każdym razie tyle energii, by kontynuować naukę, rozpoczętą w słynnym Liceum Krzemienieckim. W Paryżu podjął naukę w Lycee Louis-le-Grand, później zaś na Ecole Politechnique i Ecole National des Pontes et Chausses . Ktoś tak wykształcony przestawał być emigrantem, tym bardziej, że po francusku mówił jak rodowity Francuz. Nic też dziwnego, że natychmiast znalazł pracę w Korpusie Inżynierów Dróg i Mostów, w ramach którego pracował przy tworzeniu połączeń kolejowych, zarówno na terenie samej Francji, jak i w Algierze.

Doskonale rozwijającą się karierę, przerwał na moment… polski temperament i narodowa słabość do wszelkich rewolt. Malinowski miał ten problem, że powstanie listopadowe wybuchło, gdy miał trzynaście lat – nikt więc go do walk nie dopuścił. W 1848 roku miał ich jednak już trzydzieści i na wieść o wybuchu powstania krakowskiego, natychmiast ruszył do kraju. Znów miał jednak pecha – powstanie skończyło się, zanim zdążył przekroczyć granicę niemiecką. Wrócił więc do Francji, ale najwyraźniej zniechęcony ostatecznie do wszelkich spraw europejskich, zgodził się na kontrakt w Ameryce Południowej.

Pociąg pancerny i Andy

W Peru znalazł się pod koniec 1852 roku. Miał trzydzieści cztery lata, ogromne już doświadczenie i opinię bardzo zdolnego inżyniera. Na miejscu znalazł bardzo dużo pracy. Nadzorował brukowanie ulic, zajmował się kwestiami monetarnymi, a także pracował nad zorganizowaniem szkolnictwa technicznego w Limie. Koleją zajmował się początkowo niewiele, bo też państwo niewiele w to inwestowało. Miał jednak swój działaniach militarnych. Podczas wojny z Hiszpanią, Ernest Malinowski nie tylko pracował nad ufortyfikowaniem portów w okolicach Limy, ale też wymyślił i z powodzeniem wykorzystał w walkach pierwowzór pociągu pancernego, a przy okazji brał osobisty udział w walkach. Peru najwyraźniej postrzegał już wówczas jako drugą ojczyznę, a analogie między rozbiorami kontynentu południowoamerykańskiego przez europejskie mocarstwa i rozbiorami Polski, pchnęły go do bezpośredniego działania. Peru w każdym razie odwzajemniło jego uczucia i po zwycięstwie, został oficjalnie obywatelem państwa.

Wojna jeszcze trwała, gdy w 1870 roku podjęto decyzję o budowie kolei transandyjskiej, mającej łączyć wybrzeże Peru z interiorem. Było to przedsięwzięcia szalone. Wymagało nie tylko wzniesienia się na wysokość 5 000 m n.m.p., co czyniło prace niemal niemożliwymi, nawet dla odpornych na takie wysokości tubylców. Oznaczało lawirowanie na stromych zboczach gór, przebicia blisko sześciu kilometrów tuneli i zbudowania kilkudziesięciu mostów, a wszystko to w czasie, kiedy w zasadzie nie znano jeszcze dynamitu (wynaleziono go zaledwie trzy lata wcześniej) i w wysokogórskich warunkach klimatycznych. Łącznie trasa miała liczyć 6 tysięcy kilometrów, z czego 1200 km biegło górskimi szczytami. Pierwszy, stupięćdziesięciokilometrowy odcinek trasy oddano do użytku w 1878 roku.

Malinowskim targały później konflikty kontynentu. Podczas wojny z Chile np. emigrował do Ekwadoru, gdzie również wydatnie przysłużył się tamtejszej infrastrukturze kolejowo-drogowej. Ale kiedy to nastąpiło, Malinowski miał już lat sześćdziesiąt i nie podejmował śmielszych prac inżynieryjnych. Wrócił do nich na pewien czas po powrocie do Peru, gdzie ostatecznie w 1893 doprowadzono linię kolei trans andyjskiej do miejscowości La Oroya. Wówczas miał już jednak lat siedemdziesiąt pięć. Zmarł sześć lat później – jako bohater narodowy Peru, wielka osobistość Ekwadoru i z globalną opinią geniusza inżynierii. W Polsce jednak pozostaje niemal zapomniany.

Wojciech Lada

Polecane przez nas

https://ukorzeni.pl/ciekawostki/jan-szczepanik-edison-z-krosna-i-jego-igraszki-ze-swiatlem/

Nasza grupa społecznościowa

https://www.facebook.com/groups/678418632976461/


Podobne artykuły

Ciekawostki

20.07.20
Kwestia konia, czyli kto wymyślił wojnę?

Przemoc istniała od zawsze, ale wojny pojawiły się w konkretnym momencie historycznym. Jakieś 6 tysięcy lat temu, przywieźli je ze sobą konni wojownicy ze Wschodu Najpierw zaczął bardzo zmieniać się…

Ciekawostki

14.07.20
Wolemia. Drzewo dinozaurów sprzed 150 milionów lat

Znano ją tylko ze skamieniałości. W 1994 roku okazało się, że to niezwykłe drzewo przetrwało w Australii. Dziś można je sobie kupić Kiedy pojawiła się na Ziemi, dookoła biegały m.in.…

Ciekawostki

26.06.20
Globalny fenomen ochry, czyli kolor duszy kosmosu

Pospolite tlenki metali zwane wspólnie ochrą, były pierwszym w dziejach człowieka, uniwersalnym symbolem wiary w życie pozagrobowe. Wykorzystywały go wszystkie kultury ówczesnego świata Globalny fenomen ochry. Przyjmuje się, że religia…

Ciekawostki

21.06.20
Dracena: Czego człowiek może nauczyć się od małpy

Orangutany z Borneo znają medycynę. To zapewne one nauczyły lokalne plemiona korzystać z roślinnych leków przeciwbólowych. O tym, że człowiek pochodzi od małpy wie każdy rozsądny człowiek gdzieś od połowy…